Reprezentacja Polski na HMŚ w stolicy Serbii będzie ostatecznie liczyła 24 osoby. W niedzielę ze startu — po zakażeniu wirusem SARS-CoV-2 - zrezygnowała specjalistka od 400 m Anna Kiełbasińska.

Reklama

Na szczęście reszta informacji jest dobra i nie ma więcej absencji w naszej kadrze. Na razie wszyscy pozostali przeszli testy. W środę rano lecimy, do Belgradu rusza większość kadry. Druga część kadry — znacznie mniejsza - doleci do Serbii w kolejnych dniach - powiedział w rozmowie z PAP Majewski, dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą.

Apetyt na medale jest wielki

W jego ocenie na papierze wygląda tak, że głównymi kandydatami do medali w polskiej kadrze są sprinterka Ewa Swoboda, specjalistki od 400 m - Justyna Święty-Ersetic i Natalia Kaczmarek, żeńska sztafeta 4x400 m, jak i kulomiot Konrad Bukowiecki.

Liderką światowych tabel w tym roku jest pięcioboistka Adrianna Sułek.

Reklama

Dla niej będzie to debiut w pozycji kandydatki do medalu i to nie jest tak, że jest jakąś faworytką do wygranej, ale jest na pewno kandydatką do podium - ocenił Majewski.

Przyznał, że sam jeździł na takie halowe mistrzostwa świata, z których Polska przywoziła 1-2 medale, a nawet 0, jak w 2004 roku z Budapesztu. Majewski wówczas był czwarty.

To są trudne mistrzostwa dla nas, bo przyjeżdża nie tylko Europa, ale cały świat i nie ma naszych koronnych konkurencji, czyli rzutów długich. Tym razem jednak rzeczywiście jedziemy bardzo mocną ekipą i ze sporymi nadziejami - dodał.

Zdaniem Majewskiego także absencja niektórych zawodników w sezonie halowym otwiera kolejne szanse przed Polakami.

To jest sezon halowy i do tego po igrzyskach, więc chociażby Swoboda, czy Bukowiecki mają coś do udowodnienia. Sezon letni będzie bardzo długi i trudny, bo są zarówno mistrzostwa świata, jak i Europy. Szczególnie te pierwsze — w USA — będą w mojej ocenie na kosmicznym poziomie. Dobrze jest się więc teraz w hali pokazać, aby budować pewność siebie. Każdy taki krążek pomaga w dalszej karierze - mówił w rozmowie z PAP.

Reklama

Wojciechowski i Lisek bez minimum

Przyznał, że nikt nie spodziewał się takiego wystrzału formy Ewy Swobody, która poprawiła dwa razy własny rekord Polski i złamała barierę 7 sekund wynikiem 6,99. Tylko 10 zawodniczek w historii biegało tak szybko, a rekord świata w biegu na 60 m należy od 1993 roku do Rosjanki Iriny Priwałowej - 6,92.

Wszyscy wiedzieli, że chciała wrócić na poziom bardzo szybkiego biegania. Na to wyglądało już po treningach, ale chyba nikt się nie spodziewał aż takiego imponującego powrotu. No i oby to się skończyło jakimś medalem. Mówię może asekuracyjnie, ale trochę w lekkiej atletyce już jestem. Niech ta Ewa pobiegnie i pierwsza przetnie linię mety. Wtedy się będziemy cieszyć, a na razie to jest ciągle kandydatura do złota czy medalu - powiedział.

Konrad Bukowiecki przystąpi do zmagań w stolicy Serbii z trzecim wynikiem w tym roku na świecie. Pięć lat temu to tam zaczęła się jego wielka kariera, gdy został w Belgradzie halowym mistrzem Europy.

Tak, to nadal wiekowo młody zawodnik, ale stażem już doświadczony. Wrócił. Pcha dużo lepiej. Przede wszystkim bezpiecznie, równo. Wcale w Serbii nie będzie miał jednak łatwo. Chłopaki właściwie ścigają się o srebrny medal, bo złoty w mojej ocenie — jeżeli nie będzie jakiegoś kataklizmu — zarezerwowany jest dla Amerykanina Ryana Crousera. Do tego zapewne z nowym rekordem świata. Konradowi przydałby się rekord kraju i wynik powyżej 22 metrów, bo będzie ich moim zdaniem kilka w tym konkursie. Bukowiecki — poza Amerykanami — przecierał się w tym sezonie z innymi mocnymi chłopakami i z nimi wygrywał. Poziom tej konkurencji jest jednak historyczny. W Belgradzie będzie świetny konkurs - wskazał Majewski.

Niespodzianką in minus sezonu halowego jest postawa polskich tyczkarzy. Żaden z nich nie jedzie na halowe mistrzostwa świata. Minimum nie zrobili ani Piotr Lisek, ani Paweł Wojciechowski.

Zdaniem wiceprezesa PZLA "bohaterowie są zmęczeni". Piotrek też kiedyś musi odpocząć. Tym bardziej, że w tej konkurencji także jest bardzo wysoki poziom, wręcz genialny. Tu także możemy spodziewać się rekordu świata - ocenił.

Mam nadzieję, że nasi chłopcy wrócą latem z nowymi siłami - dodał.

Rozmys sprawi niespodziankę?

Zdaniem Majewskiego cały czempionat w Belgradzie to mogą być mistrzostwa rekordów świata. Te możliwe są jego zdaniem także w kobiecym trójskoku czy biegach długich.

Pytany o możliwe niespodzianki na plus w polskiej kadrze wymienił m.in. specjalistę od 1500 m Michała Rozmysa. Jest trochę zawodników, którzy mogą wypalić z formą i zaskoczyć. Wierzę w to - powiedział.

Pytany o wykluczenie z mistrzostw zawodników z Rosji i Białorusi po rosyjskiej agresji na Ukrainę powiedział, że była to jedyna słuszna decyzja.

Nie można było postąpić inaczej. W tej kwestii jest jednomyślność w całym świecie sportowym. To słuszna decyzja i bardzo potrzebna - podsumował Majewski.