Zgodnie z planem, 24-letni Sobania chce przez 60 dni z rzędu pokonywać (z przerwami) dystans maratonu. Wystartował ze stadionu Piasta Gliwice, a 4 listopada ma wbiec na Camp Nou. Chce też spotkać się z piłkarzem FC Barcelona Robertem Lewandowskim.

Reklama

wszystko idzie zgodnie z planem, choć najpierw walczyłem z przeziębieniem, potem przez tydzień biegłem w ulewnym deszczu. W okolicach Monachium temperatura wynosiła około ośmiu stopniu, miałem trudności, by zgrabiałymi z zimna rękami zawiązać sznurowadła. Byłem wykończony psychicznie, ale pomyślałem sobie, że mimo wszystko – dam radę. Teraz, nad Morzem Śródziemnym, jest już lepiej - dodał.

Zaznaczył, że wszystkie z pięciu par butów do biegania zabranych w podróż, „ledwo zipią”.

Na te 400 km, jakie mi zostały, buty wystarczą. Potem je zlicytuję, jeśli będą chętni do zakupu, albo wyrzucę. Rozmawiałem z menedżerką Roberta Lewandowskiego na temat spotkania, ale nic nie jest jeszcze pewne – stwierdził.

Reklama

Biegacz jest też w kontakcie z barcelońskim magistratem.

Mają mi zapewnić asystę policji na ostatnich kilometrach. Myślę, że będzie to fajnie wyglądało. Nie wiem, czy uzyskam zgodę na wbiegnięcie na stadion. Na miejscu powinienem być 4 listopada około 15.00 – wyjaśnił.

Długodystansowiec w trakcie pokonywania 2 tys. km przytył niemal trzy kilogramy.

Śmieję się, że jestem antyreklamą biegania. A tak poważnie, po prostu przybyło mi masy mięśniowej, jestem dobrze odżywiany i najwyraźniej to jest trening odpowiednio dobrany do mojego organizmu – powiedział.

Reklama

Sobania spędza codziennie w trasie ok. 6 godzin z dwoma półgodzinnymi przerwami. Każdego wieczoru przez trzy godziny jest poddawany zabiegom fizjoterapeutycznym w kamperze, który służy za mieszkanie trzyosobowej ekipie.

Oczywiście wytyczenie trasy z pominięciem ruchliwych dróg było wyzwaniem. Zdarzyło się, że było wąsko i niebezpiecznie, jednak ani razu się nie przewróciłem, choć zrobiłem dwa miliony kroków – śmiał się długodystansowiec.

Oprócz fizjoterapeuty towarzyszy mu kierowca.

Przed wyjazdem zrobiliśmy duże zakupy, ale... większość rzeczy już zjedliśmy, dlatego uzupełniamy zapasy po drodze. Staramy się też w każdym kraju odwiedzić przynajmniej jedną restaurację, by poznać lokalną kuchnię – podsumował.

Powrót do Gliwic – już wyłącznie na kołach – jest planowany na 10 listopada.

Po drodze chcemy zwiedzić Monako, Wenecję, Mediolan i Wiedeń – zakończył Sobania.

Bieg ma też wymiar charytatywny. Biegacz promuje internetową zbiórkę pieniędzy dla dziecięcego klubu (świetlicy) działającego w Gliwicach. Chodzi o środki na dokończenie remontu pomieszczeń i opłacenie psychologów, terapeutów. Zaprasza też na trasie do odwiedzenia Śląska, Polski i przyjechania na przyszłoroczne Igrzyska Europejskie (Kraków-Małopolska).

Autor: Piotr Girczys