Na osłodę dostaną od federacji prezent gwiazdkowy w postaci premii w wysokości 120 tysięcy koron (50 tys. złotych), po równo dla każdej z nich, wliczając też zawodniczki rezerwowe.

Reklama

Według obecnych przepisów, każda osoba bez wyjątku przyjeżdżająca do Norwegii musi przejść 10-dniową kwarantannę w swoim miejscu zamieszkania lub w przypadku obcokrajowców w hotelu na własny koszt.

W przypadku mistrzyń Europy, z których wiele gra za granicą i tam mieszka, władze zezwoliły na izolację u ich rodzin w Norwegii. W ten sposób okres świąteczny potrwa dla nich do 1 stycznia.

Camilla Herrem, która zdobyła w swojej karierze już olimpijskie złoto i dwa mistrzostwa świata, po wylądowaniu w poniedziałek w Stavanger z piątym złotym medalem ME powiedziała miejscowym mediom: „Ta kwarantanna spadła mi jak z nieba. Teraz nie muszę się nigdzie spieszyć, będę mogła się wyspać i nareszcie mam czas dla bliskich. Tak długiego okresu leniuchowania nie miałam od lat”.

Żadna z Norweżek grających za granicą nie zdecydowała się spędzić świąt Bożego Narodzenia poza Norwegia, a wręcz przeciwnie, wszystkie się cieszą na kwarantannę z rzadko widzianymi rodzinami.

Nie będą żałować

"Myślę, że żadna z nich nie będzie żałowała, a z premiami za tytuł mogą sobie w tym roku pozwolić na kupno prezentów dla wszystkich członków rodziny” -skomentował prezes norweskiej federacji piłki ręcznej Kaare Geir Lio.

Jedyną zawodniczką, która nie musi przechodzić kwarantanny, jest grająca w węgierskim Gyor bramkarka Silje Solberg, która już tę chorobę przeszła i dołączyła do reprezentacji na jej ostatnie mecze ME.

Ona też zdecydowała się spędzić okres świąteczny w Norwegii z narzeczonym, który się jej oświadczył podczas ME przed meczem finałowym.

Teraz mam podwójne złoto, medal, pierścionek i w dodatku perspektywę prawie dwóch tygodni w domu. To są najlepsze prezenty w życiu zawodowca będącego wiecznie w rozjazdach” - powiedziała dziennikowi „Verdens Gang”.