Kilka dni temu do małżeństwa Szupyków na Dolny Śląsk przyjechała mama męża z jego młodszym, 5-letnim bratem. - powiedziała zawodniczka.
Ta dwójka członków rodziny do Polski przedostała się z Kijowa, gdzie przebywała w piwnicy dwa dni pod ostrzałem. Później był krótki epizod na wsi pod metropolią. Tam też nie było bezpiecznie, co bardzo źle oddziaływało na małego chłopca. Z tej miejscowości nadarzyła się okazja ucieczki. Eskortowany przez policję konwój trzech autokarów, z małymi dziećmi i kobietami, dotarł do granicy, a później dojechał do Wrocławia.
- przypomniała zawodniczka.
26-letnia Alona wychowała się w Ochtyrce, w obwodzie sumskim na wschodzie Ukrainy. Pół życia spędziła w Kijowie skąd pochodzi mąż. W stolicy Ukrainy skończyła szkołę mistrzostwa sportowego, studiowała. Tu małżonkowie zaczęli budować swój dom, na który chcieli zarobić w Polsce. - z przerażeniem w głosie wyjaśniła zawodniczka.
Jej ojciec został w kraju. Pracuje w służbie energetycznej odpowiedzialnej za dostarczanie prądu na cały region w okolicach Ochtyrki. Z kolei teść został przydzielony do obrony terytorialnej. Do jego zadań należy sprawdzanie samochodów, w tym dokumentów, na jednym z drogowych punktów kontrolnych pod Kijowem.
- stanowczo dodała Alona.
Piłkarka przekonała się, że polityka jednak dotyczy sportu. Zna wielu sportowców w piłce ręcznej z Rosji, których obserwowała za pomocą mediów społecznościowych. Liczyła, że za ich pośrednictwem prawda o wojnie zostanie rozpowszechniona. Wpis znanej zawodniczki, "stop wojnie", został po 15 minutach usunięty z jej profilu. Zdaniem Ukrainki przeważa postawa konformistyczna, zgodna z ideologią władzy na Kremlu.
Alona nie afiszuje się z oferowaną pomocą rodakom. Wysyła paczki. Przyznała jednak, że zaangażowała się w pomoc dużej grupie juniorów w piłce nożnej, którzy przyjechali z jej ojczyzny na sparingi z rówieśnikami ze Śląska Wrocław. Ta grupa polską granicę przekroczyła równo z wybuchem wojny.