Dziennik Gazeta Prawana logo

Rasiak to życiowy optymista

1 marca 2008, 02:42
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Woli morze niż las. Dlatego też gdy przeszedł do Boltonu, od razu kupił sobie dom z widokiem na szalejące, niepokorne fale. Grzegorz Rasiak wierzy, że jeszcze podbije Premiership. I nie wyobraża sobie, żeby miało go zabraknąć na Euro 2008. "Jestem urodzonym optymistą. Nie martwię się na zapas" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM polski napastnik.

Zgadza się. Pod Southampton miałem dom z widokiem na morze, teraz też taki mam, tylko że w okolicach Boltonu. Do ośrodka treningowego jadę samochodem 35 minut. Nie narzekam, tym bardziej, że dla moich dzieci mieszkanie tuż przy plaży to frajda.

Wolę morze.

Staram się rozsądnie lokować swój kapitał. Wiadomo, że w piłkę nie gra się wiecznie. Mam kilka fajnych pomysłów na wzbogacenie się, kilka z nich już wdrożyłem w życie, ale nie chcę o nich mówić, bo jeszcze ktoś mi je podkradnie (śmiech).

Miał wpływ na stan moich inwestycji, ale nie podejmuję gwałtownych ruchów. Giełda to rynek długoterminowy.

To jedno z moich hobby. Dostałem pod choinkę sporą kolekcję książek ekonomicznych. Chcę się dokształcać. Poza tym ja po prostu lubię czytać książki. Ostatnio czytałem Browna i Coelho. Ile można oglądać telewizję?

To nie jest tak, że mi się udało. Ja przez dłuższy czas byłem obserwowany. Nikt przypadkowo nikogo nie kupuje. A już na pewno nie w Premiership. Miałem kilka ciekawych ofert z Championship, ale koniecznie chciałem grać w angielskiej ekstraklasie. Bolton to bardzo dobry zespół, ostatnie sezony kończył w górnej części tabeli. Poza tym bardzo mnie chciał u siebie trener Gary Megson. Gdy prowadził Nottingham Forest, a ja grałem w Derby, strzeliłem jego klubowi w sumie cztery gole. Na pewno mnie zapamiętał.

Reggina nie miała pieniędzy, aby mnie wykupić z Southampton. Szkoda. Chciały mnie też inne włoskie kluby. Ale to już historia...

Odpowiada mi Serie A. Preferują tam wysokich, dobrze grających głową napastników. Poza tym to piękny kraj. W zeszłym roku pojechałem na urlop z żoną do Toskanii i Ligurii. Nie po to, aby się opalać, ale żeby pozwiedzać, zobaczyć parę ciekawych miejsc. Podróże mają kształcić. Okolice Florencji i Sieny to dla mnie wymarzone miejsce do osiedlenia się. Być może w przyszłości w ciągu roku będę spędzał tylko trzy miesiące w Polsce, a dziewięć we Włoszech. To realny scenariusz. W Anglii nie zamierzam się osiedlać. O obywatelstwo angielskie też nie będę się starać.

Ja nie jestem konfliktowy. Ludzie mogą mieć różne zdania, ale nie trzeba się od razu kłócić. To nie było tak, że chciałem odejść za wszelką cenę. Jakbym chciał, to bym upierał się na transfer już latem, bo oferty były. Nie wpisałem się jednak na listę transferową, chociaż mogłem, bo po 29 meczach, w których strzeliłem 19 goli, nagle przestałem grać w pierwszym składzie. Dlaczego? Tego nie wiem. Rozmawiałem o tym z trenerem, ale nie potrafił mi tego wytłumaczyć. Uszanowałem jego decyzję, bo co mogłem zrobić? Nie chciałem działać przeciwko klubowi.

Pierwsze słyszę. To niemożliwe, tym bardziej, że pomogłem Markowi w jego transferze do Southampton. Nie miał podstaw ku temu, aby mnie nie lubić. Nie rywalizowaliśmy ze sobą, bo Marek to zupełnie inny typ napastnika niż ja.

Oj, nie wiem. Dla Świętych grając w pierwszym składzie zdobyłem 33 bramki. To może budzić szacunek. Kibice Southampton mnie doceniali, mam nadzieję, że podobnie będzie w Boltonie. Powiem szczerze, że mile się zaskoczyłem, gdy przed pierwszym meczem z Reading wyszedłem na rozgrzewkę i kibice po kilku słowach na cześć kolegów z drużyny, zaczęli skandować moje nazwisko.

Te żarty na mój temat były chyba bardziej popularne dwa lata temu. Jak jest tekst o mnie, to pokazuje się o wiele mniej komentarzy niż wcześniej, więc myślę sobie, że jednak coś pozytwnego w sobie mam.

Nie wiem. Nie jestem specem od marketingu, ale wydaje mi się, że gdybym chciał sprzedać swój wizerunek, stworzony przez internautów, to bym sporo zarobił. Ja jednak wolę spokój. Nie chcę, aby moja rodzina pojawiała się w mediach.

Nie czytam komentarzy. Oczywiście jak pojawia się jakiś tekst, to kilka pierwszych komentarzy widać, ale ani mnie to ziębi, ani grzeje. Niektórzy nie mają co robić w domu i wypisują głupoty. Nie przejmuję się nimi.

Dla niektórych jestem „Gregiem” albo po prostu „Grzegorzem”, bo takiego znają mnie z mediów. Mam bardzo dobry kontakt z kolegami. Świetnie przyjął mnie El-Hadji Diouf. Sympatyczny facet, często spotykałem go w hotelu na śniadaniu. Dużo rozmawiałem z nim o Pucharze Afryki. O trenerze Kasperczaku złego słowa nie powiedział.

Powiedział, że ściągnął mnie po to, abym pomógł temu zespołowi. Czuję, że mam jego poparcie. Sporo mogę u niego ugrać na treningach.

Trudno powiedzieć. Gramy systemem cztery, pięć, jeden. Diouf może występować na skrzydle. Wtedy o pozycję wysuniętego napastnika rywalizują Helguson, Vaz Te, Kevin Davis i właśnie ja. Moi rywale to indywidualności. Tutaj nie ma przypadkowych piłkarzy. I dobrze, bo jak ktoś trenuje ze świetnymi zawodnikami, to sam ma szansę stać się świetny. Po to tu przyszedłem.

Gdy odchodziłem z Londynu i wracałem do drugiej ligi, czułem, że to najtrudniejszy moment w mojej karierze. Jednak na początku w Tottenhamie moje sytuacja była trochę inna niż teraz. Mój konkurent do miejsca w składzie grał znakomicie. Strzelił dwanaście goli w osiemnastu meczach. Poza tym, środkowym pomocnikiem był Edgar Davids, więc nie graliśmy skrzydłami. A w Boltonie gramy. To taktyka w sam raz dla mnie.

Na Cyprze, gdzie mnie nie było, kadra grała tylko jeden mecz w najsilniejszym składzie. Selekcjoner mnie zna, wie na co mnie stać. Jeżeli będę regularnie występował w Boltonie, nie mam się o co martwić. Poza tym Ebi może grać na skrzydle, więc...

Nie. Nie czuję się ani gorszy, ani lepszy od innych polskich napastników. Poza tym jestem urodzonym optymistą. Codziennie przed ósmą rano budzi mnie córka. Jak ją widzę uśmiechniętą, to chce się żyć człowiekowi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj