Śpiewa pan sobie czasami "jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie"?
Mogę tylko powiedzieć, że wszystko będzie w porządku. Wprawdzie kolejne mecze stają się dla Górnika czymś z gatunku być albo nie być, jednak damy radę.

Reklama

Ale przecież Górnik jest ostatni i ma aż sześć punktów straty do bezpiecznego miejsca w tabeli!
Jestem optymistą, bo dokonaliśmy dobrych transferów, a drużyna w porównaniu z jesienią zaczęła grać o niebo lepiej, częściej strzelamy na bramkę. Nie spodziewałem się jednak, że inne drużyny z dołu tabeli też zaczną dobrze grać.

Ma pan jakiś plan awaryjny?
Na dzisiaj nie, ale jeśli sytuacja nie będzie się poprawiać, to usiądziemy z zarządem Górnika i zaczniemy planować. W przyszłości będziemy chcieli skorzystać z doświadczeń byłych gwiazd Górnika. Lubański niestety na razie ma swoje obowiązki w Lokeren.

Co się stanie, jeśli Górnik spadnie do I ligi?
Na pewno nie zmieni się podejście firmy Allianz do tego klubu. Mamy wobec niego długoterminowy plan. Jeśli zostanie opóźniony o rok, to trudno. Górnik nawet w I lidze będzie miał wielki potencjał medialny.

Dopuszcza pan więc do siebie myśl, że Górnik może spaść?
Nie. Na razie nie. Jest jeszcze osiem meczów do rozegrania. Zrobiłem sobie symulację spotkań. I wyliczyłem, że potrzebujemy przynajmniej 15 punktów. To nam zapewni baraże. Z Polonią Bytom, Odrą u siebie, z Lechią i Polonią Warszawa musi ugrać 12 punktów. I najlepiej jeszcze z Cracovią i ŁKS na wyjeździe zdobyć trzy albo cztery punkty. Będziemy wtedy w domu.

Ładnie pan to wyliczył, ale futbol to nie ekonomia. Takie prognozy raczej nie mają sensu.
Zdaję sobie z tego sprawę. Patrzymy daleko w przyszłość, ale ponieważ nie wszystko daje się przewidzieć i czasami dochodzi do takich sytuacji jak ta, musimy zainwestować już teraz więcej pieniędzy, niż planowaliśmy.

Reklama

Gdyby miał pan taką możliwość, dokupiłby pan teraz kogoś?
Nie. Gramy dobrze. Z Lechem prowadziliśmy niemal do końca, na Łazienkowskiej po raz pierwszy od wielu lat zdobyliśmy punkt…

A z Piastem…
Tylko w meczu z Piastem nie rozumiem co się stało. Słyszałem, że piłkarze nie wykonywali poleceń trenera.

Wprowadzi pan jakieś kary?
Jeśli chodzi o tych piłkarzy, którzy nie wypełniali ustaleń taktycznych, jak na przykład Zahorski, to jakieś konsekwencje będą. Albo już są. Kasperczak jasno powiedział Tomkowi, że jeśli jeszcze raz tak zrobi, to na dłużej powędruje na ławkę. Drużyna jednak największą karę już dostała - przecież przegrała mecz. Rozmawiałem po tamtym spotkaniu z piłkarzami, byli naprawdę załamani.

Może niezbyt dobrze zna pan piłkarzy? Takie żale bardzo szybko im przechodzą. Sama porażka to raczej kiepska kara.
Jestem zwolennikiem motywacji, a nie demotywacji. Dostali po głowie od rywali. Gdybym im dał jeszcze kary finansowe, staliby się jeszcze bardziej sfrustrowani. A po tym chwilowym załamaniu myślę, że dziś zobaczymy zupełnie innych piłkarzy Górnika.

To jak pan ich motywuje?
Kiedyś na próbę zaoferowaliśmy piłkarzom premię za ewentualne zwycięstwo w meczu. Nic to nie dało, i tak przegraliśmy. Teraz myślimy o tym, aby zmienić nieco system wynagradzania. W Niemczech daje się pieniądze za występ, pensję stałą i premię za zwycięstwo. To motywuje najbardziej. Na razie mamy stary system. Ustalona jest konkretna premia za zajęcie konkretnego miejsca. W zeszłym sezonie, gdy piłkarze zapewnili sobie ósme miejsce, nagle zaczęli grać słabo.

Na kim się pan teraz zawiódł?
Na tych gwiazdach poprzedniego sezonu. Rozczarowany jestem na przykład Zahorskim. Kiedyś grał dobrze, ale nagle coś się mu się stało.

A na Kasperczaku? Jego mit prysł w Górniku?
Nie zgadzam się. Jak rozmawiam z zawodnikami, to wyczuwam, że ten mit wciąż istnieje.

Nie myślał pan sobie: po co było płacić te miliony Kasperczakowi, skoro mogłem zatrudnić na przykład Motykę, a wyniki i tak byłyby takie same?
Ha! No nie wiadomo, czy wyniki byłyby takie same. Te "miliony" to przesada, Kasperczak zarabia odpowiednią sumę w stosunku do tego, co robi. Przede wszystkim poprawił styl gry. Czy inni trenerzy mieliby lepsze wyniki w Górniku? Przy całym szacunku dla nich, wątpię. Korzystamy z ogromnej wiedzy Kasperczaka.

Jego wiedza nie jest nieco przestarzała?
Paradoksalnie to, co już wyszło z mody we Francji, w polskiej piłce, która jest kilka lat za francuską, może sprawdzać się znakomicie. Tak więc jego wiedza jest na czasie.

Czy teraz, jeśli pojawi się oferta dla Kasperczaka z PZPN, to odda go pan z ulgą?
Oddam go, ale z wielkim bólem. Chcemy, aby Kasperczak pracował z nami przynajmniej jeszcze półtora roku.