Gdy jednak na początku tego sezonu ogłoszono, że to on zostanie następcą Franka Rijkaarda w roli trenera Blaugrany, nie wszyscy byli zachwyceni. Wszak Barca potrzebowała kogoś z najwyższej półki, a nie żółtodzioba, którego jedynym doświadczeniem w roli trenera było prowadzenie zespołu rezerw.
>>>Barcelona rządzi w Europie! Zobacz gole
Pytany w środę o tamtą sytuację Laporta uściślił:
Na szczęście miał. I chociaż był krytykowany, bronił swojego wyboru, podkreślając, że nikt lepiej niż Pep nie rozumie filozofii Barcelony, której mottem jest „mas que un club” - więcej niż klub.
Dziś gdy Guardiola osiągnął w debiutanckim sezonie trenerski parnas, zdobywając dla swojego ukochanego klubu potrójną koronę, w tym najważniejszy dla kibiców Puchar Mistrzów, i tak znajdują się tacy, którzy umniejszają jego rolę w tym historycznym sukcesie.
Mówić tak mogą jednak tylko ignoranci, którzy nie widzą tego dotyku Pepa przy nowo koronowanej najlepszej jedenastce Europy. Pierwszą decyzją Guardioli było odstrzelenie Ronaldinho i Deco. Piłkarzy, którzy zamiast ciężkiej pracy wybrali zabawę, lans i awanturowanie się o każdego eurocenta. Guardiola wiedział - bo cały czas po zakończeniu kariery piłkarskiej był w klubie albo jego najbliższych okolicach i wszystko obserwował - że już czas najwyższy, by liderem zespołu uczynić wystarczająco dojrzałego do tej roli Leo Messiego. Dzięki sprzedaży Deco znalazło się wreszcie miejsce w środku pola dla Andresa Iniesty i Xaviego, chociaż dla wielu było nie do pomyślenia, by grali obok siebie - wszak są zbyt podobni.
To, co jednak najważniejsze w Barcelonie Guardioli, to niesamowita gra w obronie. Morderczy wręcz pressing, który stosują gwiazdy z Camp Nou, odbiór piłki dokładnie w momencie, w którym ją stracili. Każdy z ofensywnego tria ma swoje zadania w obronie, a Eto’o jest chyba najskuteczniej zabierającym piłki zawodnikiem świata - środkowy napastnik! Oczywiście Barca Rijkaarda już wcześniej próbowała to robić, ale dopiero Guardiola doprowadził ten element do perfekcji - właśnie dlatego, że zna doskonale i realizuje filozofię klubu polegającą na ciągłym ataku. A atakować można tylko z futbolówką u nogi.
>>>Zobacz wielką radość piłkarzy Barcelony
Cruyff w swojej książce wspomina pierwszy raz, kiedy zobaczył Pepa. Było to podczas jednego z meczów rezerw. W przerwie Holender poszedł do trenera drugiej drużyny Carlesa Rexacha i zapytał, co to za chłopak gra na prawej stronie. Szkoleniowiec odpowiedział: "Guardiola. Dobry chłopak".
Było to w 1990 roku, a kilka miesięcy później Guardiola już był częścią cudownego zespołu Cruyffa - oczywiście w środku pomocy. Pivot - bo tak nazywają tę pozycję Hiszpanie - jest najważniejszą osobą w taktyce Barcelony. To zawodnik grający teoretycznie w miejscu defensywnego pomocnika, ale z głębi drugiej linii dyryguje całą jedenastką. To przez niego przechodzi każda akcja ofensywna. Guardiola uczynił z gry na tej pozycji prawdziwą sztukę i wysoko postawił poprzeczkę dla swoich następców. Trenerzy La Masii inspirowani jednak jego niesamowitą postawą zaczęli na wielką skalą produkować jego klony - Xavi, Iniesta czy Cesc Fabregas to tylko kilka najbardziej znanych przykładów. Dzisiaj w Barcelonie na tę pozycję mówi się „czwórka”, bo właśnie z takim numerem grał Pep.
Guardiola zawsze dla kibiców Barcy był kimś wyjątkowym. Chociaż Dream Team Cruyffa, który cztery razy z rzędu triumfował w lidze (od 1991 do 1994) i raz w Pucharze Mistrzów (1992), naszpikowany był gwiazdami, to „swój” Mimo że występował w reprezentacji Hiszpanii (złoty medal olimpijski w 1992) aż 47 razy, to nigdy nie odmówił nieoficjalnej reprezentacji Katalonii i siedem razy zagrał także w tych barwach.
Lepiej kariery trenerskiej rozpocząć nie można. Czy objawił się nowy Jose Mourinho (takie porównanie jest dziełem Eidura Gudjohnsena), czy jednak Pep jest po prostu idealny dla Barcy i tylko tu może pracować? W końcu on rozumie, że to więcej niż klub.