Rzeczywiście - zauważam takie sygnały płynące z zewnątrz i czuję to osobiście. To uwieńczenie ciężkiej pracy, jaką wykonywałem przez te wszystkie lata. Potrzebny był mi taki przełomowy moment. Uwierzyłem w siebie, a ludzie w końcu przestali mnie postrzegać jako chłopaczka, który tylko płacze i odbija się od przeciwników.
Dużo dało mi to, że trener Jan Urban postawił na mnie i ufał mi mimo nie najlepszego początku ubiegłego sezonu. Dzięki niemu uwierzyłem w siebie i zaczęła się dobra passa - niezłe spotkania, pierwsza bramka w ekstraklasie, asysty. Bardzo pomaga mi też praca z psychologiem Legii Darkiem Parzelskim. Pracujemy nad koncentracją, wiarą w siebie. Na obozie w Austrii rozmawiamy codziennie, w Warszawie też staramy się spotykać przynajmniej raz w tygodniu.
Zgadza się. Wiem, że w tym elemencie mam największe braki. Poprawiłem już grę ofensywną i nie boję się wychodzić do przodu, wciąż brakuje jednak tego ostatniego podania. Tym bardziej cieszy mnie, że w sparingu z chorwackim Varteksem zaliczyłem asystę. Opłacało się zostawać po zajęciach, czuję że to zaprocentuje w lidze.
Dołączyliśmy do drużyny dziesięć dni później, ale czuję się dobrze. Bez problemów wytrzymałem cały sparing i do pucharowego meczu z Gruzinami powinienem być w jeszcze lepszej formie.
Dla mnie był to pożyteczny wyjazd, podczas którego nabrałem reprezentacyjnego doświadczenia. Do tej pory Leo Beenhakker powoływał mnie tylko na zgrupowania ligowców, teraz trenowałem z piłkarzami z zagranicznych klubów, którzy częściej występują w kadrze. Zresztą każdy trening czy mecz pod okiem Beenhakkera to cenne przeżycie. W dodatku po raz pierwszy zagrałem w reprezentacji Polski od początku - do tej pory byłem tylko zmiennikiem. Nie ma więc mowy o straconym czasie.
Cieszy mnie to, ale nie napalam się na razie na zagraniczny wyjazd. Wolałbym potwierdzić, że dobry sezon nie był w moim wykonaniu przypadkiem i w tej rundzie będzie jeszcze lepiej. Jeśli nie wyjadę, nie będę robił z tego żadnej tragedii. Wystarczy, że podtrzymam dobrą formę, a za rok czy dwa na pewno pojawią się kolejne oferty.
Nie zawracam sobie tym głowy. Z tego, co wiem, Legia odrzuciła ofertę i tematu nie ma...
Jeśli działacze i trener Urban, który również miał głos w tej sprawie, nie chcą, żebym odchodził, to nic na siłę.
Jestem takim człowiekiem, który nie lubi się o cokolwiek prosić. Jeśli klub zaproponuje mi większe pieniądze, to oczywiście je przyjmę. Sam jednak do prezesa chodzić nie będę.
Jestem w Legii już pięć lat i myślę, że moja pozycja z każdym rokiem będzie coraz silniejsza. W styczniu podpisałem jednak nową umowę, moje zarobki wzrosły, więc na razie nie ma o czym mówić.
Miło mi, że trener mnie ceni. Dla mnie suma, jaką zaproponowali Francuzi, jest zaskakująca. To naprawdę masa pieniędzy! Dla Legii to jednak najwyraźniej było za mało. Z tego, co wiem Sochaux kupiło już prawego obrońcę z Partizana, więc chyba już po wszystkim. Może za rok ktoś wyłoży większe pieniądze?
Bartek odwiedził mnie czysto towarzysko. Ma tu zresztą jeszcze Maćka Iwańskiego i kilku wiślaków, którzy mieli zgrupowanie kilkadziesiąt kilometrów dalej. Nic mi nie proponował (śmiech).
Byłaby dobra jako kolejny krok w karierze. Wiadomo, że ligę polską od angielskiej czy włoskiej dzieli przepaść. W lidze francuskiej można natomiast pokazać się i ruszyć gdzieś dalej. Irek Jeleń czy Darek Dudka dobrze radzą sobie w Auxerre. To dobry kierunek dla Polaków.
Zdecydowanie angielska. Podoba mi się tamtejszy klimat. Wiadomo, że każdy chciałby grać w Manchesterze czy Liverpoolu, ale ja bym nie wybrzydzał nawet na trochę słabszy klub (śmiech).