Media to mają jednak łatwą robotę, wystarczy co parę lat odświeżać informację o tym, że Majewski ma zostać selekcjonerem, i wszystko fajnie się kręci. Przecież ja już kilka razy witałem się z gąską. O tym, że za chwilę dostanę nominację, dowiadywałem się przed wyborem Engela, Bońka, Janasa czy Beenhakkera. I mimo, że już sam w to zaczynałem wierzyć, to jednak trenerem reprezentacji zostawał ktoś inny. Dlatego szanuję waszą wiedzę, jaką zdobyliście, ale nie podpalam się. Czekam spokojnie i robię swoje.
Wtedy też prowadziły. Co do Franka, to wiem, że on ma takie aspiracje. Jesteśmy przyjaciółmi i często żartujemy na ten temat. Ostatnio zapytałem go, czy jak zostanie selekcjonerem, to mnie weźmie na kierownika drużyny. Zapewniałem, że będę bardzo profesjonalny i nawet po piwo mu będę biegał. Odparł, że nie chce, bo wie, że ja w końcu go wygryzę. A mówiąc poważnie, to gdyby tym razem uprzedził mnie właśnie Franek, to byłbym w stanie to jakoś przełknąć. Cieszyłbym się, że to właśnie on.
I tu się pan myli. Gdyby taka drużyna nie powstała, to media same by się o nią upomniały. Mielibyście pretensje, że przed mistrzostwami Europy w Polsce nie ma odpowiedniej selekcji, że zbyt wielu zawodników nie jest testowanych, że giną nam talenty. Przypominam, że nie występujemy w następnych eliminacjach. Pole widzenia na utalentowanych graczy musi być maksymalnie rozszerzone. Szanse musi dostawać większa grupa niż tylko 20, 30 w pierwszej reprezentacji. Już mam listę około 30 chłopaków urodzonych po pierwszym stycznia 1986 roku, którzy muszą być próbowani, a nie byłoby na to okazji w pierwszej drużynie. Weźmy pod uwagę bramkarzy – Stachowiak, Tytoń, Białkowski, Gikiewicz, albo obrońcy – Rzeźniczak, Fojut, Pawelec, Król, Pazdan. Owszem byli na jakichś zgrupowaniach kadry, ale w piłkę tam sobie nie pograli.
Dobrze, że pan powiedział generalnie. Ale są takie, które mają. Będziemy uczestniczyć w ciekawym turnieju z udziałem Anglii, Walii, Włoch, Słowacji, Finlandii, Irlandii i Belgii.
Dwa, maksymalnie cztery. Ale skoro są takie reprezentacje w Europie to będziemy z nimi rozgrywać spotkania w oficjalnych terminach UEFA zarezerwowanych dla pierwszej reprezentacji.
Ja sądzę, że ktokolwiek zostanie wybrany, będzie bez problemu współpracować z władzami związku. Sądzi pan, że Franek Smuda nie byłby do tego zdolny?
A pan sugeruje, że ja to nie mam swojego zdania? Zna mnie pan od lat. Wielokrotnie zarzucaliście mi, że jestem konfliktowy, bo nie dam sobie w kaszę dmuchać.
I dobrze, że pan nie wierzy. Bo ja sam uważam, że podstawą do osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu jest dobra komunikacja z przełożonymi. Oni muszą mnie znać, rozumieć mój sposób myślenia i wiedzieć, jaki mam pomysł na drużynę.
Do nikogo nie piję. Mówię to, co myślę.
Wystawiałem trzech obrońców, jak byłem trenerem w klubie i wynikało to z zastanej sytuacji. Po prostu nie miałem wykonawców do innego systemu. W reprezentacji trener sam dobiera zawodników.
Mogłem dalej pracować w Cracovii, ale widziałem, że byłem obarczany za wszystko złe, co się tym klubie dzieje. Stałem się synonimem zła. Po rundzie rewanżowej mój następca pochwalił się, że zdobył więcej punktów ode mnie. Szkoda, że nie wspomniał o poprzednich sezonach, kiedy Cracovia pod moją wodzą zajęła czwarte i siódme miejsce w lidze.
Mam bardzo dobre kontakty z mediami. Wiem, jak działają, znam was i wiem, na czym polega wasza praca. Czy ja kiedykolwiek nie odebrałem od pana telefonu? Zresztą o czym my mówimy. Ja na razie mam swoją robotę.