"Ja i transfer do Hearts? Coś jest na rzeczy" - przyznaje pomocnik lubińskiego zespołu. "Jestem bardzo zainteresowany grą w szkockiej Premiership. Tym bardziej że w grę wchodzi solidny klub, który jest w stanie od czasu do czasu zaleźć za skórę wielkim: Celticowi i Rangers" - dodaje dla "Faktu" Łobodziński, którego niedawno chciała kupić także Wisła Kraków.

Reklama

"Serca" słabo zaczęły sezon i po trzech kolejkach są zaledwie na dziewiątym miejscu w tabeli. Takie wyniki bardzo nie podobają się kontrowersyjnemu właścicielowi klubu, Vladimirasowi Romanovasowowi. Bogaty bankier, pochodzący z Litwy, to przyjaciel właściciela Chelsea Londyn Romana Abramowicza. Marzy, by choć częściowo dorównać sławniejszemu koledze i o tym, aby jego klub mógł rywalizować ze szkockimi potentatami.

Niedawno ogłosił, że za 51 milionów funtów powiększy ponad dwukrotnie klubowy stadion, więc 400 tysięcy euro - tyle wynosi suma odstępnego dla Zagłębia zapisana w kontrakcie Łobodzińskiego - to dla niego śmieszne pieniądze. Tak samo jak pensja dla piłkarza, który może zarobić w Hearts na rękę nawet 250-300 tysięcy euro rocznie.

Prawdopodobnie kwestia transferu "Łobo" wyjaśni się pod koniec przyszłego tygodnia, kiedy z urlopu wróci prezes Zagłębia Robert Pietryszyn. Do tego czasu Łobodziński powinien zdążyć ustalić ze Szkotami wysokość swojego kontraktu. W Lubinie o sprzedaży jednego z najlepszych piłkarzy nikt nie chce oficjalnie mówić. "Nic nie słyszałem o żadnym Hearts. Wiem tylko tyle, że Wojtek szykuje się do ligowego meczu z Odrą Wodzisław" - zarzeka się dyrektor Zagłębia Jakub Jarosz.