Dziennik Gazeta Prawana logo

Błaszczykowski: Czeka nas walka jak w finale MŚ

5 listopada 2007, 23:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Przed polskimi piłkarzami dwa najważniejsze spotkania w tym roku. "W Bundeslidze każdy mecz to walka jak w finale mistrzostw świata. Idzie się na całego i nie myśli, że za chwilę masz kolejne spotkanie. Teraz w reprezentacji też czekają nas też dwa takie finały: w Portugalii i Finlandii" - mówi Jakub Błaszczykowski, pomocnik Borussii Dortmund.

Wielu kibiców twierdzi, że takie zwycięstwa jak 2:1 z Portugalią zdarzają się nam raz na pięćdziesiąt lat. Zgadzasz się z tym?
Zdecydowanie nie. Oczywiście Portugalczycy pamiętają o tamtej porażce i pewnie zechcą się zemścić. Ale nie ma czego się bać. Sądzę, że stać nas na remis. Byłby to dobry wynik. Przeciwstawimy naszą siłę i dyscyplinę taktyczną świetnej technice Portugalczyków. W Lizbonie na pewno nie będziemy stać na straconej pozycji, choć zdaję sobie sprawę, że naszych rywali mocno rozdrażniliśmy zwycięstwem w Chorzowie. Uważam jednak, że ważniejszy mecz czeka nas w Helsinkach. Jeśli tam wygramy, będziemy o krok od finałów mistrzostw Europy... Tam rozegra się prawdziwa bitwa - mówi "Faktowi".

To na ile procent oceniasz szansę na Euro, jeśli wygramy w Helsinkach?
Dobre pytanie! Niby dużo tych meczów rozegraliśmy, ale w grupie mało się wyjaśniło. Na szczęście mamy los w swoich rękach, nie musimy się na nikogo oglądać i liczyć w stylu: jeśli tamci wygrają, to wtedy my i tak dalej...

Pierwszego meczu eliminacji, właśnie z Finami, nie wspominasz chyba najlepiej.
No nie, bo zagrałem słabo. Ale mam zasadę: nowy mecz, nowe życie. Nawet gwiazdy miewają słabsze dni. Żeby nie było niedomówień za gwiazdę się nie uważam.

Borussię Dortmund opuścił niedawno Ebi Smolarek. Żal ci, że odszedł?
Nie, dlaczego? Każdy podąża swoją drogą. A poza tym po polsku mam z kim porozmawiać. W Dortmundzie jest sporo rodaków. W klubie mamy pracownika Polaka, z którym ucinam sobie pogawędki.

Jesteś popularny w Dortmundzie?
Jestem w miarę rozpoznawalny. Kibice tu są mniej wylewni niż w Polsce. U nas podchodzili, witali się, gratulowali, zamienili kilka słów. Tu rozpoznają, ale raczej szepczą między sobą coś na boku. Popularność nigdy mi nie dokuczała. W końcu w tym zawodzie na nią się pracuje. A poza tym w Dortmundzie czas tak szybko mija, że nawet nie miałem kiedy wystraszyć się Bundesligi. Miałem pewne obawy, a tu jest tak, że nie mam kiedy zadzwonić do rodzinnych Truskolasów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj