Kiedy grał jeszcze w polskiej lidze, był jej najskuteczniejszym obrońcą. Nierzadko zdarzało się, że po kilku kolejkach miał więcej goli od napastników swojego zespołu. Nie inaczej jest teraz w lidze belgijskiej. Obrońca Anderlechtu Bruksela jest prawdziwą zmorą dla bramkarzy. W tym sezonie w trzech pierwszych meczach dwukrotnie cieszył się z goli - wyliczył "Fakt". "Jeśli zagram w Lizbonie, to też będę próbował. Na pewno nie będę kurczowo trzymał się własnej połowy boiska. Jak będzie okazja, to raz, dwa, trzy i już jestem pod bramką Portugalii" - śmieje się "Wasyl".

Obrońca Anderlechtu wyjaśnia, że taki ma właśnie styl gry. "Gdyby nie odpowiadało to trenerowi Beenhakkerowi, to przecież by mnie nie powoływał. Widocznie jednak holenderski trener lubi takich odważnych obrońców" - uśmiecha się Wasilewski.

Krytycy zarzucają mu często, że po swoich wycieczkach w pole karne przeciwników nie nadąża z powrotem pod własną bramkę. "Tak, tak, słyszałem to wiele razy. No cóż, obrońca rzeczywiście powinien przede wszystkim dbać o to, żeby gola nie stracić. Ale akurat z tymi powrotami nie jest u mnie tak źle. Siłę do biegania to ja mam" - przekonuje Wasilewski.

Dla "Wasyla" zwycięstwo w meczu z Portugalią jest realne. "A dlaczego nie? To oni będą pod presją, która może im przeszkadzać w grze. Jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo my możemy wygrać, a oni muszą" - twierdzi były gracz poznańskiego Lecha.