„Czarna noc Scolariego” - grzmi największy dziennik sportowy w Portugalii „A Bola”. Po zakończeniu meczu reprezentacji tego kraju z Serbią na stadionie Sportingu w Lizbonie doszło do dantejskich scen. Selekcjoner Portugalczyków nie mógł pogodzić się ze stratą gola w ostatnich minutach spotkania. Tak bardzo, że w furii zaatakował piłkarza gości Ivicę Dragutinovicia, chcąc powalić go na ziemię... lewym prostym.

Portugalska Federacja Piłkarska zapowiada śledztwo w tej sprawie. UEFA też nie pozostanie obojętna i Scolari w ostatnich meczach może oglądać mecze swojej drużyny z trybun. Na portugalski związek może również zostać nałożona kara finansowa - donosi "Fakt".

Stadion w Lizbonie aż kipiał od emocji. Reprezentacja Portugalii znów, tak jak w meczu z Polską, w ostatnich minutach straciła gola i dwa cenne punkty. Zamiast pewnego - jak wydawało się po pierwszej połowie - zwycięstwa, padł remis 1:1. Nic dziwnego, że Scolari zagotował się w doliczonym czasie gry. Tym bardziej, że Brazylijczyk uważa, iż przy trafieniu Branislava Ivanovicia strzelec był na spalonym.

"Dragutinović chciał uderzyć mojego piłkarza, Quaresmę. Ja go tylko broniłem" - mówił Scolari po zakończeniu spotkania. Jego cios tylko musnął twarz Dagutinovicia, ale liczy się zamiar. Gdyby Serb nie zrobił uniku, pięść Scolariego na pewno by go trafiła. "Za nerwową atmosferę obwiniam sędziego. Spalony przy golu był ewidentny" - wzruszył ramionami Scolari.

"Zobaczymy, na szczęście wszystko zostało sfilmowane" - odgraża się Dragutinović, który w 92. minucie dostał czerwoną kartkę. Po chwili sędzia odgwizdał koniec meczu i wtedy zaczęło się najgorsze. Serb tłumaczy: "Ja tylko poszedłem w stronę Quaresmy i chciałem z nim porozmawiać".

Dragutinovicia i Scolariego musiało rozdzielać kilkanaście osób. Po ciosie Brazyliczyka Serb biegał jak oszalały i groził selekcjonerowi Portugalii. Rzeczywiście, kilkanaście sekund wcześniej doszło do utarczki słownej pomiędzy Quaresmą a Dragutinoviciem. Całe spotkanie było bardzo ostre, często dochodziło do przepychanek, jednak nikt nie przewidywał takiego końca.

Sześć punktów w dwóch ostatnich meczach - taki scenariusz zapowiadał Scolari przed spotkaniami z Polską i Serbią. Tymczasem jego zespół wywalczył zaledwie dwa. Brazylijski trener ma kontrakt ważny do końca eliminacji do mistrzostw Europy. Jeśli Portugalczycy, druga drużyna Starego Kontynentu i czwarty zespół świata, nie awansuje do turnieju w Austrii i Szwajcarii, będzie to wielką sensacją. Portugalczykom zostały cztery mecze do końca eliminacji: wyjazdy do Azerbejdżanu i Kazachstanu, a następnie mecze z Armenią i Finlandią u siebie. Jeśli marzą o awansie, muszą je wszystkie wygrać. Ostatnio kadra Portugalii nie ma jednak szczęścia do zwycięstw. Po dwóch remisach w reprezentacji Scolariego musi się popsuć atmosfera. Ale to już nie nasze zmartwienie.