Lechia dostanie pieniądze dzięki solidarity payment. Przepis ten mówi, że pięć procent kwoty transferowej za piłkarza przekazywane jest do podziału do klubów, w których dany zawodnik występował między 12. a 23. rokiem życia. W przypadku Piątka chodzi o KGHM Zagłębie Lubin, Cracovię i właśnie Lechię Dzierżoniów. Jeżeli niemiecka Hertha zapłaciła za Piątka 27 mln. euro, to czwartoligowiec powinien otrzymać około 270 tysięcy euro.

Reklama

Dyrektor Lechii Adam Bagiński w rozmowie z PAP przyznał, że cały czas śledził doniesienia w sprawie ewentualnych zmian barw klubowych przez Piątka.

Mieliśmy na bieżąco informacje, jak się sprawy układają, tym bardziej, że mamy bardzo dobry kontakt z ojcem Krzyśka. Jest to bardzo duża kwota dla nas. Zobaczymy, jak to się przełoży w praktyce, bo na razie to są tylko spekulacje. Nie zmienia to jednak faktu, że to będą to duże pieniądze dla takiego klubu jak nasz - dodał.

Roczny budżet Lechii to około 370 tysięcy złotych, a teraz ta kwota może zostać potrojona. A to nie koniec.

To nie są pierwsze i jedyne pieniądze, jakie klub z Dolnego Śląska zarobił na swoich wychowankach, bo w Dzierżoniowie przygodę z poważną piłką zaczynali także Jarosław Jach i Patryk Klimala. Ten pierwszy dwa lata temu przeszedł z Zagłębia Lubin do Crystal Palace, a drugi tej zimy Jagiellonię Białystok zamienił na słynny Celtic Glasgow.

Pieniądze za Jarka już trafiły na nasze konto, podobnie jak za Krzyśka, kiedy przechodził z Cracovii do FC Genoa. Teraz uruchomiliśmy procedurę w sprawie Patryka. W tej sprawie już wysłaliśmy upoważnienie do PZPN, aby ustalić paszport piłkarza, co w konsekwencji zaowocuje określeniem, jaki klub i ile dostanie za jego wyszkolenie. Chodzi o solidarity payment. Za Patryka kwota będzie mniejsza, ale i tak bardzo duża dla nas - wyjaśnił Bagiński.

Lechia w sezonie 1993/94 grała na zapleczu ekstraklasy i zajęła dziewiąte miejsce, co jest największym osiągnięciem klubu. Bagiński przyznał, że później przez dziesięć lat "odbijało się to czkawką".

Znamy swoje miejsce w szeregu i nie dla nas ekstraklasa czy nawet pierwsza liga. Dziesięć lat temu zadaliśmy sobie pytanie - jak kształtować naszą Lechię. I postawiliśmy na szkolenie, szkolenie i jeszcze raz szkolenie. Teraz zbieramy tego owoce. Mamy kolejnych obiecujących zawodników i nie brak na naszych meczach skautów. Chodzi przede wszystkim o Śląsk Wrocław i Zagłębie Lubin, ale inni też przyjeżdżają. Rozniosło się, że mamy rękę do talentów - powiedział dyrektor Lechii.

Mały klub z Dolnego Śląska zarabia na szkoleniu więcej niż niejeden z ekstraklasy, nie mówiąc już o drużynach z czwartej ligi. Bagiński przyznał, że pieniądze wydawane są przede wszystkim na szlifowanie kolejnych talentów, a także infrastrukturę.

Czy mamy już przydomek "miliarderzy z Dzierżoniowa"? Jeszcze tego nie słyszałem, ale może się pojawi - ze śmiechem skomentował Bagiński. To wszystko nas jednak nie zmieni. Będziemy dalej inwestować w młodych i dokupimy sprzęt. Myślimy też o poprawieniu infrastruktury stadionu miejskiego. Znamy nasze miejsce w szeregu i dalej robimy swoje - podsumował.