Dziennik Gazeta Prawana logo

Inni nie mają swoich Rogerów

18 marca 2008, 03:06
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Gdzie jest granica cwaniactwa w sporcie, a gdzie zaczyna się oszustwo? Czy wzmacnianie reprezentacji narodowych cudzoziemcami jest dziś godną zaakceptowania normą, czy może jawną kpiną z zasad fair play? - zastanawia się DZIENNIK.

Roger Guerreiro, sympatyczny i wiecznie uśmiechnięty piłkarz Legii, z Polską nie ma wiele wspólnego. Jest Brazylijczykiem, czuje się Brazylijczykiem i kiedy zakończy karierę, na pewno zamieszka w Brazylii. A jednak już w czasie Euro 2008 ma reprezentować polskie barwy. Zapewnia nawet (po portugalsku oczywiście), że zna pierwszą linijkę hymnu. Że to niewiele, wie każdy obcokrajowiec, który chcąc dostać polski paszport, musiał zdawać serię egzaminów. Rogera obejmuje tylko jeden egzamin - piłkarski.

Tylko czy jeśli Polska wygra z Chorwacją 1:0 po golu Brazylijczyka, to nie będzie to czasem z naszej strony zwykłe oszustwo? Bo przecież sens rozgrywek międzynarodowych jest właśnie taki, że grają przeciw sobie przedstawiciele różnych narodów i trzeba szczerze sobie powiedzieć, że my ten sens mamy właśnie zamiar podważyć.

Coraz częściej słychać powtarzany argument, że robią tak wszyscy. Powtarza to, coraz głośniej i niestety coraz agresywniej, także Leo Beenhakker, ale fakty są zgoła inne. Szanujące się reprezentacje cudzoziemców nie podkupują. Nie znajdziemy Rogerów w kadrze Anglii, Włoch, Hiszpanii, Holandii, Francji, Niemiec czy Brazylii. Holandia - kraj wszechobecnej i dyskusyjnie daleko posuniętej tolerancji - ma w swoim składzie tylko zawodników urodzonych w Holandii i kto jak kto, ale Beenhakker o tym wie. Ale i tak mówi do tych, którzy w kwestii Rogera mają wątpliwości: Wyjdźcie z drewnianego pudełka, otwórzcie oczy, mamy 2008 rok. Widząc, z jaką zajadłością wygłasza te słowa, strach mu powiedzieć w oczy: Ale to komfortowe pudełko, z największymi futbolowymi mocarstwami świata. Jak z niego wyjdziemy, dołączymy do krajów pokroju Azerbejdżanu czy Kataru.

Oczywiście, świat się zmienia, ludzie przenoszą się z miejsca na miejsce, zmieniają obywatelstwa. Ale przecież piłka nożna idzie z duchem czasu, ewoluuje. I także w futbolu w kwestii naturalizacji cudzoziemców wyznaczono pewne standardy. Nikt nie ma pretensji, że Chorwatom w awansie do Euro 2008 pomógł Brazylijczyk Eduardo, skoro do Splitu przyjechał on jako 15-letni chłopiec. Trudno też zżymać się na Niemców, że powołują Podolskiego, Klose czy Asamoaha, jeśli ci zawodnicy wychowali się w Niemczech, chodzili do niemieckich szkół, z niemieckim paszportem w kieszeni przemierzyli pół świata, zanim zagrali w reprezentacji. I tak wymieniać można naprawdę długo... Zasada w piłce, honorowana przez większość krajów, jest prosta skoro masz nasz paszport, to możesz grać. Ale nie przehandlujemy ci paszportu w zamian za gole.

Ustalono, że niezbędnym minimum jest posiadanie przodków, tak jak w przypadku reprezentanta Włoch Mauro Camoranesiego, który wprawdzie urodził się w Argentynie, ale we włoskiej rodzinie. My mamy swoich Camoranesich choćby Roberta Acquafrescę, napastnika Cagliari, którego matka Ewa jest Polką. I gdyby on miał grać w biało-czerwonych barwach (a pewnie nie zechce), to nie byłoby żadnego problemu to właśnie jest postęp. Polacy rozjechali się po świecie, milion z nich mieszka w Anglii, mnóstwo w USA i normalne, że ich dzieci będą miały prawo wyboru, który kraj będą wolały reprezentować.

Często słychać: Ale to tylko jeden Roger. Ten argument w ogóle do mnie nie trafia, bo czy się kogoś oszuka raz, czy dziesięć razy i tak się zostanie oszustem. Nie trafia też do mnie argument, że przecież nikt nie broni polskim piłkarzom grać lepiej od Rogera - bo bycie słabszym nie jest niczym haniebnym. Haniebne jest dopiero łamanie reguł, by dogonić lepszych - skracanie sobie trasy maratonu czy zażywanie dopingu. Poza tym nawet te sportowe zalety naturalizacji są wątpliwe - bo przecież tym samym zmierzamy do tego, by stać się śmietnikiem Europy. Każdy, kto jest za słaby, by przebić się w naturalnej dla siebie reprezentacji, kto zostanie odtrącony, trafi do nas. Nie będzie to ani pierwszy, ani drugi sort.

Beenhakker nawołuje do pójścia z duchem czasu, ale jakichś ponadczasowych zasad trzeba przestrzegać, by cały ten sport się nie rozleciał. Właśnie dlatego zablokowano grę Ailtona dla Kataru, bo istniało ryzyko, że arabscy szejkowie za petrodolary zbudują najsilniejsze reprezentacje świata i zrujnują ideę piłki międzynarodowej. Ale ja nie widzę różnicy między działaniem naszym a szejków - Roger też zostanie Polakiem dla pieniędzy (kontrakty zagraniczne, premie za zwycięstwa), tyle że nie płatnych z góry, a rozłożonych na raty.

Tak naprawdę musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo chcemy być hipokrytami. Jeśli Smolarek oszuka sędziego i wyłudzi rzut karny w meczu z Niemcami, pewnie będziemy się cieszyć. Kiedy Roger wbije gola Chorwacji, oszalejemy ze szczęścia. A później - jak to w życiu - jedni będą mieli kaca, inni nie...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj