Lechia dotychczas trzykrotnie grała w finale PP i dwukrotnie triumfowała. W poprzedniej edycji pokonała w decydującym meczu na PGE Narodowym Jagiellonię Białystok 1:0 po golu w doliczonym czasie gry Artura Sobiecha.
Dla Cracovii piątkowy mecz Totolotek Pucharu Polski będzie wydarzeniem historycznym - nigdy wcześniej nie dotarła bowiem do finału.
W zakończonym w niedzielę sezonie ekstraklasy Lechia zajęła czwarte, a "Pasy" siódme miejsce, ale oba zespoły różniły tylko trzy punkty.
Na korzyść Cracovii przemawia natomiast świetny bilans ostatnich spotkań z Lechią - wygrała pięć poprzednich meczów (wszystkie w ekstraklasie). W obecnym sezonie - 1:0, 3:1 i 3:0.
Na trybunach nowoczesnej Areny Lublin usiądzie ok. 3700 widzów, czyli 25 procent pojemności, co jest skutkiem restrykcji związanych z pandemią koronawirusa. Wprawdzie rząd rozważa możliwość zwiększenia frekwencji, m.in. na stadionach piłkarskich, do 50 procent, ale formalnie decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.
- powiedział PAP rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski.
Jak dodał, spotkanie będzie miało tradycyjną w przypadku finału PP oprawę - przed jego rozpoczęciem zostanie odegrany hymn narodowy, a po zakończeniu nastąpi dekoracja drużyn.
Pandemia koronawirusa wpłynęła na organizację wydarzenia m.in. pod kątem mediów.
- przyznał rzecznik prasowy PZPN.
Od sezonu 2013/14 PZPN organizował finały Pucharu Polski na PGE Narodowym w Warszawie, zawsze 2 maja. Tym razem z uwagi na pandemię odstąpiono od tej zasady. Wobec braku możliwości rozegrania meczu z udziałem kompletu widzów nie było sensu organizować zawodów na tak dużym stadionie. Zmianie musiał ulec również termin.
"Początkowo w ogóle nie wiedzieliśmy, czy rozgrywki o Puchar Polski będą dokończone w tym sezonie. W związku z powyższym podjęliśmy decyzję, że trzeba znaleźć trochę mniejszy stadion" - mówił w czerwcu PAP sekretarz generalny PZPN Maciej Sawicki.
Jak uzasadnił, o wyborze Lublina zdecydowało doświadczenie nabyte we współpracy przy okazji organizacji mistrzostw Europy do lat 21 oraz mistrzostw świata do lat 20. "Lublin to sprawdzony partner" - dodał Sawicki.
Co ciekawe, w 1979 roku doszło już w Lublinie do trójmiejsko-krakowskiego finału, ale wówczas Arka Gdynia zmierzyła się z Wisłą, zwyciężając 2:1.
W tym roku zwycięzca finału Pucharu Polski otrzyma trzy miliony złotych.
Natomiast w przyszłym sezonie - zgodnie z jednym z punktów stworzonego w marcu przez PZPN pakietu pomocowego - wysokość nagród dla klubów uczestniczących w Pucharze Polski na szczeblu centralnym zostanie zwiększona na każdym etapie o ponad 50 procent. Na przykład triumfator następnej edycji PP dostanie aż 5 mln zł.
Piątkowy finał sędziować będzie Paweł Raczkowski z Warszawy.
Początek meczu o godz. 20. Triumfator zapewni sobie występy w eliminacjach Ligi Europy, a także w sierpniowym spotkaniu o Superpuchar Polski, w którym zmierzy się z mistrzem kraju - Legią Warszawa.