Dziennik Gazeta Prawana logo

Michniewicz: "Fryzjerowi" niczego nie zawdzięczam

5 grudnia 2008, 01:05
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Lech kupował mecze? Bzdura. Wtedy w Lechu nie było pieniędzy. Piłkarze i ja długo czekaliśmy na zaległe wypłaty" - mówi DZIENNIKOWI Czesław Michniewicz. Były trener Lecha Poznań zapewnia, że jego zespół nie handlował meczami.

Czesław Michniewicz: Dla mnie nie jest to miła wiadomość. Pracując w Lechu miałem zaufanie do swych zawodników. Gdy przegrywaliśmy mecze, nigdy nie przyszło mi na myśl, że któryś z piłkarzy mógł celowo popełnić błąd. Po porażkach zawsze szukałem mankamentów w treningu, ustawieniu, czy taktyce. Nie chcę tego komentować, bo za dużo fajnych chwil w Lechu przeżyłem.

To bzdura. W Lechu wtedy nie było pieniędzy. Piłkarze i ja długo czekaliśmy na zaległe wypłaty. Takie historie w ogóle nie wchodziły w rachubę.

>>>Czy Lech Poznań ustawiał mecze?

Nie znam zarzutów, znam natomiast Zbyszka. Zapamiętałem go jako fajnego chłopaka, zawsze profesjonalnie podchodzącego do treningu i meczu. Dlatego nie chcę o nim złego słowa powiedzieć. Nigdy nie miałem ku temu podstaw.

Bzdura totalna. Mieliśmy łatwą drogę aż do finału Pucharu Polski. Graliśmy m.in. z GKS Katowice, który akurat był w kadrowej w rozsypce i z paroma innymi drużynami średniej klasy, nawet ich nazw już nie pamiętam. Natomiast w finale rozegraliśmy, transmitowany przez telewizję, bardzo trudny dwumecz przeciw Legii. Świetna gra Lecha w Poznaniu i zwycięstwo 2:0 zadecydowało o tym, że to my sięgnęliśmy po Puchar Polski.

Co ja mam powiedzieć, jak to komentować? Byłem młodym trenerem, cieszyłem się, że mam pracę w ekstraklasie. To było moje pierwsze, samodzielne zajęcie. Współpraca z zawodnikami układała mi się dobrze, mieliśmy do siebie zaufanie...

Podczas procesu „Fryzjer" - jak słyszałem - ani razu nie wymienił mojego nazwiska.

>>>Lech nie boi się degradacji z Ekstraklasy

Ten współtowarzysz „Fryzjera" z celi, człowiek oskarżony o podwójny gwałt, zeznał podobno, że Ryszard F. miał mi załatwić zdobycie mistrzostwa Polski z Górnikiem Polkowice. Tylko, że ja nigdy w Polkowicach nie pracowałem. No i Polkowice nigdy nie były mistrzem Polski.

Pracowałem sam dla siebie. Lech był wtedy zespołem najczęściej pokazywanym w telewizji. Wszyscy mogli widzieć jak mecze wygrywaliśmy i jak przegrywaliśmy.

Skończyłem studia w 1994 roku, natomiast do Amiki przyszedłem dwa lata później. Już wtedy miałem uprawnienia trenerskie. A trenera ligowego zrobili ze mnie Stefan Majewski wspólnie z Pawłem Janasem. Później byłem przygotowywany do objęcia funkcji pierwszego trenera Amiki, a zadecydował o tym prezes Wojciech Kaszyński. Miałem być następcą Mirka Jabłońskiego. Kiedy odszedł z klubu Jabłoński, ja odszedłem razem z nim. To wszystko.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj