Dziennik Gazeta Prawana logo

Japończyk z gwizdkiem jest lepszy niż Polak

25 sierpnia 2009, 20:51
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Nie ważne, jak się mówi o tej sprawie, czy dobrze, czy źle - PZPN nie tylko będzie kontynuował wymianę sędziów między Polską i Japonią, ale i znacznie rozszerzy współpracę między oba krajami. Jak się dowiedzieliśmy, chce tego również japońska federacja (JFA).

"Spotkaliśmy się wczoraj z Grzegorzem Latą. Cieszę się, że nie tylko więcej japońskich arbitrów przyjedzie do Polski, ale i wasza reprezentacja przyjedzie do nas" - powiedział DZIENNIKOWI Kenji Ogiya, który właśnie przebywa w Polsce na wymianie.

Z mniejszych krajów na wyjazd do Azji mogli liczyć tylko najlepsi (Lubos Michel). "W przyszłości PZPN nie może liczyć na lepszą wymianę" - twierdzi jeden z działaczy.

Dlatego też współpracę Japonii z Polską można traktować jak ewenement. Działacze PZPN poczytują to sobie niemal za zaszczyt (i okazję to fajnych wakacji w Japonii). Każdy - nawet odsunięty nieco na boczny tor Michał Listkiewicz - jak nie spotkał się już z Ogiyą i jego asystentami, to chce się z nimi spotkać. Wczoraj rozmawiali z nimi Lato i Mirosław Ryszka.

"Muszę was pochwalić za odwagę" - powiedział Lato na spotkaniu, odnosząc się do meczu Zagłębie - Ruch, w którym Ogiya pokazał dziewięć żółtych kartek. "Jestem bardzo zadowolony z wymiany, widzę że dla obu stron jest ona pożyteczna i wszyscy chcą ją poszerzyć" - dodał.

Z czasem jednak, przy aprobacie JFA a aplauzie PZPN, wymiana zostanie rozszerzona na arbitrów krajowych, z perspektywą kariery w FIFA, którzy byliby wyznaczani na mecze I i II ligi. Ponadto, jeszcze przed mistrzostwami Europy, kiedy będziemy rozgrywać dużo meczów towarzyskich, możemy zmierzyć się z Japonią. I tam, i w Polsce. Bardzo prawdopodobne, że dostaniemy nawet zaproszenie na turniej Kirin Cup, co roku rozgrywany w Japonii (w ostatniej edycji, poza gospodarzami, startowały Belgia, Chile).

"Wiem, że w JFA są bardzo zadowoleni z tej wymiany, zresztą to japońska federacja wpadła na ten pomysł" - mówi nam Ogiya. "Polacy mogą się nauczyć w J League innej mentalności, sędziowania innego stylu gry, przede wszystkim szybszego. Bo Japończycy są mniejsi, nie przepadają za fizycznym kontaktem i nie grają tak siłowo jak Polacy. Głównie biegają" - tłumaczy.

A czego może nauczyć się japoński arbiter w Polsce, poza tym, że sędziego może każdy obrażać i że nie wszędzie na świecie są ładne stadiony na kilkadziesiąt tysięcy ludzi? "Piłka wszędzie jest taka sama, ale w różnych miejscach świata inaczej się ją kopie. Japończycy sędziują głównie spotkania w Azji, rzadko w Europie. Jak jest u nas jakiś mecz towarzyski, to przyjeżdżają arbitrzy z Korei albo Chin.

Jego asystent dał mu płyty DVD z meczami ekstraklasy. Na szczęście z tymi lepszymi, nieco zniekształcającymi ogólny wizerunek ekstraklasy, więc Ogiya nie zdążył się zniechęcić już przed przyjazdem. "Sądziłem, że jest tu wyższy poziom, ale nie narzekam. Wszystkie mecze, które tu do tej pory sędziowałem, były ciężkie. Teraz jedziemy na spotkanie Lecha z Polonią. To czołówka, a nie dół tabeli" - uśmiecha się.

W ostatnim meczu Zagłębia nie było mu do śmiechu, gdy zobaczył jak walczą dwie takie sobie drużyny. Pokazał dziewięć żółtych kartek i dwie czerwone. Nie przesadził trochę? "W J League w jednym meczu pokazałem maksymalnie siedem żółtych kartek. To nie moja wina, że piłkarze w Polsce grają tak, a nie inaczej. Przepisy dokładnie określają granicę, gdzie jest żółta, a gdzie czerwona kartka. Gdy zawodnik ją przekracza, pokazuję kartonik. Być może niektóre faule, jakie w Azji kwalifikują się na karę, w Anglii uchodzą płazem, ale to nie nasza wina. Przepisy FIFA są jasne i powinny obowiązywać wszędzie" - wzrusza ramionami Ogiya. "A zresztą po meczu spotkałem się z obserwatorem.

Nie jest przyzwyczajony do tego, że ktoś się nie zgadza z jego decyzją. Zresztą, nawet jeśli jakiś polski piłkarz miał obiekcje, to zaraz rezygnował z dyskusji. "Bariera językowa mnie uratowała. To kolejny plus tej wymiany - żadnych kłótni" - śmieje się Japończyk.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj