Przed mundialem w Katarze ówczesny premier polskiego rządu odwiedził reprezentację na zgrupowaniu. Morawiecki obiecał piłkarzom premię w wysokości 30 mln zł za wyjście z grupy.
Nie było "kozaka", który odmówiłby premierowi
Wielkie pieniądze obiecane przez szefa rządu Prawa i Sprawiedliwości stały się zarzewiem konfliktów w kadrze. Piłkarze i sztab szkoleniowy mieli się kłócić o ich podział. Według relacji mediów przed ostatnim grupowym mecze z Argentyną w kadrze nie skupiano się na grze tylko na dzieleniu "łupów".
Szczęsny był gościem na kanale Wojewódzki&Kędzierski i w rozmowie z dziennikarzami wrócił do wydarzeń związanych z aferą premiową. Złem jest, i złym pomysłem było to, aby premier dał premię reprezentacji za awans. Złe jest, że weszliśmy w tę rozmowę, ale też weź, bądź kozakiem i odmów premierowi. Podzielenie tej premii dla mnie i wielu nie robiło finansowo różnicy. To o jeden samochód więcej. Dla niektórych to były jednak dwu czy trzyletnie zarobki - wyznał bramkarz naszej kadry.
Cel zrealizowany, nagrody nie było
Szczęsny ujawnił również, ile z obiecanej premii miało wpłynąć na jego konto. Dwa i pół miliona, może dwa dwieście. Najmniej wychodziło komuś poniżej miliona złotych - powiedział golkiper Juventusu Turyn.
Ostatecznie mimo zrealizowania celu reprezentanci Polski nie dostali żadnych pieniędzy od Morawieckiego.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.