"Zamierzamy czerpać pod tym względem wzorce ze związku siatkówki" - powiedział nam Grzegorz Lato.
Prezes PZPN chciałby, aby opinia publiczna uwierzyła, że wybór na jedno z najważniejszych stanowisk w polskim sporcie będzie merytoryczny - żadnych zakulisowych gierek, szemranych rozmów. - selekcjonera wybiera komisja, a nie szef SportFive Andrzej Placzyński. A już na pewno nie sponsorzy…
"Jest kilku kandydatów. Z każdym się spotkamy, będziemy rozmawiać, zapoznamy się z ich koncepcją kadry i planami rozwoju" - mówi Lato. "Następnie wszystkie kandydatury dokładnie przedstawimy na posiedzeniu zarządu".
"To bardzo rozsądne. Mniej więcej w taki sposób wybieraliśmy już trenerów młodszych reprezentacji czy też kadry kobiet" - powiedział nam Engel.
Skontaktowaliśmy się z prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosławem Przedpełskim. Okazuje się, że Lato już z nim rozmawiał, pytał się, jak wyglądał w PZPS konkurs na stanowisko selekcjonera. "To była luźna rozmowa" - zastrzega Przedpełski. "Nie chcę nikomu dawać rad, ale gdybym miał coś jednak doradzić prezesowi Lacie, to rozmowy z kandydatami muszą odbywać i w cztery oczy, i w komisjach. Dyskusje są dobre. Ja jako prezes mogę się dogadać z jakimś kandydatem, ale to nie to samo, jak oceniała go grupa ludzi świetnie znająca się na rzeczy, czująca temat. My zorganizowaliśmy profesjonalny konkurs. I to chyba dobra droga, chociaż zdaję sobie sprawę, że piłka nożna ma nieco inną specyfikę".
W założeniu Laty Tak jak kilka miesięcy temu przy wyborze szkoleniowca siatkarzy. Jest tylko kilka subtelnych różnic. Forma wyboru PZPS była wielostopniowa - otwarta formuła zgłoszeń, opinia wydziału szkolenia, kolegialna decyzja zarządu, firmowana jednak osobistą odpowiedzialnością prezesa.
PZPS zrobił konkurs ofert. Z tych ofert wybrano trzy osoby. Następnie zaproszono je na szczegółowe rozmowy do siedziby związku. Przesłuchania trwały dwa dni. Każdy z kandydatów miał swoje przemówienie, prezentację, posługiwał się wykresami, liczbami, itd. Pełen profesjonalizm. Każdy musiał przedstawić m.in. „swoją strategię rozwoju reprezentacji w okresie trzech lat, która powinna zawierać co najmniej określenie celów wynikowych”. Cele podzielono na główne i etapowe.
Daniel Castellani, który wygrał konkurs, napisał pracę na 58 stron (sam znalazł osobę, która przetłumaczyła ją na język polski). Zawarł w niej plan szkolenia aż do mistrzostw świata w 2014 roku, które odbędą się w Polsce. A co szykują kandydaci na selekcjonera piłkarzy? Zamierzają pisać jakieś prace, wytyczać cele główne i etapowe? Majewski tak. On lubi tego typu rzeczy, ale faworytem na pewno nie jest. A inni?
Chyba tylko to, że ja się niczego nie boję" - powiedział nam Franciszek Smuda.
"Konkurs? To jest jakaś nowość" - uśmiecha się Henryk Kasperczak, inny z kandydatów, który potwierdził gotowość do objęcia kadry. "Prezentacja? Ja o niczym jeszcze nie wiem. Nawet się nad tym nie zastanawiałem".
Kto będzie przesłuchiwał kandydatów? Engel wspominał o specjalnej komisji, która następnie przedstawi wyniki przesłuchań zarządowi PZPN. "Na razie nie jest to jeszcze szczegółowo ustalone. Wiem, że z kandydatami na selekcjonera najpierw będzie rozmawiać trzy-, czteroosobowa grupa. Na pewno znajdą się w niej prezes Lato i Antoni Piechniczek" - twierdzi Engel.
Gdzie będą przesłuchania? Nie w siedzibie PZPN, nie w specjalnie zaaranżowanej sali i bez dziennikarzy na korytarzu obok. Raczej gdzie się da. "Zależnie od sytuacji. Może być przed meczem albo po meczu. Tak, żeby było wygodnie dla obu stron" - przekonuje Engel.
Jest jeszcze kilka innych różnic między postępowaniem PZPS a PZPN. " To musi być walka o ważne stanowisko" - przekonuje Przedpełski.
A czy PZPN udało się stworzyć takie warunki? Czy Smuda będzie starał się przedstawić lepszy plan niż Kasperczak, a Kasperczak zaciśnie pięści i wygłosi lepsze przemówienie niż Tarasiewicz? Raczej nie. Wśród trenerów panuje przekonanie, że mają niewielki wpływ na to, kogo PZPN wybierze. Mogą popisywać się wiedzą i elokwencją, a i tak znajomości będą ważniejsze.
"Czy będę przedstawiał jakieś plany, szczegółowe zagadnienia? Raczej nie. W takich przypadkach opowiada się ogólnie, co kto chciałby robić ze swoją drużyną. Poza tym przecież można prześledzić moją dotychczasową pracę z reprezentacjami narodowymi" - opowiada Kasperczak.
Inną kwestią są finanse. PZPS sporo zaoszczędził, organizując otwarty konkurs na selekcjonera. - uważa Przedpełski.
Oczywiście PZPN jest w stanie, jak na polskie warunki, płacić selekcjonerowi bardzo dużo, ale jeśli na przykład w pierwszym rozdaniu Smuda zażąda 700 tys. euro rocznie, Majewski 500 tys., a Tarasiewicz tylko 300 tys., to w drugim szkoleniowiec Zagłębia Lubin nie powinien być już tak pazerny. Przynajmniej według teorii Przedpełskiego. W praktyce pewnie skończy się na warunkach z pierwszego rozdania.
Lato stara się zmienić nieco postrzeganie PZPN, ale przyzwyczajenia pewnie zrobią swoje. Może i dyskusja z kandydatami będzie merytoryczna, ale czy będą na to jakieś dowody? Przecież wojaże działaczy po kraju - w nieważne jakim celu - kojarzą się niezbyt dobrze. Pomysł z naśladowaniem PZPS dobry, ale same dobre chęci w tak ważnej kwestii jak wybór selekcjonera się nie liczą.