Legia Warszawa i Śląsk Wrocław mają po 50 pkt, Ruch Chorzów zgromadził 49, a Lech Poznań i Korona Kielce po 48 - tak wygląda obecnie czołówka tabeli. Każda z tych drużyn rozegra jeszcze po jednym meczu u siebie i na wyjeździe.

Reklama

Terminarz każe szukać faworyta w Lechu (z Podbeskidziem Bielsko-Biała u siebie i Widzewem Łódź na wyjeździe) i Ruchu (wyjazd na Cracovię i Lechia Gdańsk w Chorzowie). Forma w ostatnich tygodniach to kolejny plus dla "Kolejorza" (sześć wygranych w siedmiu poprzednich spotkaniach), ale karty wciąż rozdaje Legia.

Zespół trenera Macieja Skorży sięgnął już po Puchar Polski, ale w lidze idzie mu ostatnio jak po grudzie. W siedmiu meczach powiększył dorobek o osiem punktów i gdyby nie wpadki głównych rywali, to o pozycji lidera mógłby zapomnieć. Jednak warszawianie wciąż otwierają tabelę i dwa zwycięstwa zapewnią im dziewiąty tytuł w historii oraz pierwszy od 1995 roku dublet.

W przypadku równej liczby punktów ze Śląskiem szalę na korzyść legionistów przechyli lepszy bilans bezpośrednich meczów. Takiego komfortu nie mają w przypadku zestawienia np. z Lechem.

Legię czeka w czwartek wyjazdowy pojedynek z broniącą się przed spadkiem Lechią Gdańsk. Sytuację gdańszczan w tabeli znacznie poprawiło ostatnie zwycięstwo w Łodzi nad Widzewem, ale - zdaniem obserwatorów - bardziej było ono zasługą apatii gospodarzy niż gry podopiecznych trenera Pawła Janasa.

Na własnym stadionie biało-zieloni nie wygrali od 28 listopada 2011 i zdobyli w sezonie ledwie osiem goli - najmniej w roli gospodarzy w całej stawce.

Reklama

Drugi w tabeli Śląsk w najbliższej serii podejmie Jagiellonię. Drużyna z Białegostoku w trakcie rozgrywek nabrała charakteru, z jakiego słynął na boisku jej trener Tomasz Hajto. W niedzielę zremisowała w stolicy z Legią, teraz też nie będzie miała nic do stracenia, a do zyskania kolejne słowa uznania za otwartą i efektowną grę.

Nie wiadomo, czy w pełni sił będzie Tomasz Frankowski. 37-letni napastnik w tym sezonie już 15 razy pokonał bramkarzy rywali "Jagi" i jest zdecydowaniem najskuteczniejszym z Polaków w rozgrywkach. Łącznie w ekstraklasie zdobył 162 gole.

Na potknięcia prowadzącego duetu liczą w Chorzowie, Poznaniu i Kielcach. Ruch zagra z pogodzoną z losem Cracovią. Lech zmierzy się z Podbeskidziem, które po zapewnieniu sobie utrzymania mocno spuściło z tonu i nawet jego trenera Robert Kasperczyk przyznał, że najlepiej by było, gdyby sezon już się skończył. Po przymusowej pauzie za kartki do drużyny trenera Mariusza Rumaka wróci najlepszy snajper sezonu (21 trafień) Łotysz Artjom Rudniew.

Największą niespodzianką jest obecność wśród pięciu czołowych drużyn Korony Kielce, którą przed sezonem niektórzy widzieli w gronie... spadkowiczów. Ekipa trenera Leszka Ojrzyńskiego walczy jednak o najwyższe laury i tak powinno być do ostatniej kolejki, gdyż w czwartek podejmie Widzew Łódź, który nie wygrał od siedmiu spotkań. Reputacja tej drużyny ucierpiała szczególnie po ostatnim meczu z Lechią (0:1), w którym miała zagrać przeciw lokalnemu rywalowi ŁKS, broniącemu się przed spadkiem jak gdańszczanie.

Ligowego bytu wciąż nie są pewne trzy ekipy: PGE GKS Bełchatów (29 pkt), Lechia Gdańsk (28) i ŁKS Łódź (23). Jeden z tych zespołów podzieli los Cracovii. ŁKS w czwartek czeka arcyważny mecz z PGE GKS. Tylko zwycięstwo przedłuży nadzieje łodzian na utrzymanie i... jeszcze bardziej skomplikuje sytuację w dole tabeli. Za bełchatowian kciuki trzymać będą też w Gdańsku, bo Lechii będzie w tej trójki najtrudniej o punkty w ostatnich dwóch spotkaniach.

Wszystko rozstrzygnie się w niedzielę, kiedy ligowcy zakończą sezon.

Program meczów 29. kolejki (wszystkie o godz. 18):

3 maja, czwartek

Górnik Zabrze - Wisła Kraków (18.00) Korona Kielce - Widzew Łódź (18.00) Lech Poznań - Podbeskidzie Bielsko-Biała (18.00) ŁKS Łódź - PGE GKS Bełchatów (18.00) Polonia Warszawa - KGHM Zagłębie Lubin (18.00) Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok (18.00) Cracovia Kraków - Ruch Chorzów (18.00) Lechia Gdańsk - Legia Warszawa (18.00)