Oba zespoły przystąpiły do meczu w niemal identycznych składach, jak w ostatniej kolejce, kiedy to odniosły zwycięstwa. Trener gości Kazimierz Moskal dokonał tylko jednej zmiany w defensywie, w miejsce Maksymiliana Rozwandowicza desygnował do gry Kamila Juraszka.

Reklama

Już od pierwszych minutach Lech wykazywał zdecydowanie większą aktywność w grze ofensywnej, ale poza optyczną przewagą brakowało konkretów pod bramką Arkadiusza Malarza. Dopiero w 17. minucie gospodarze poważniej zagrozili bramce łodzian – po dośrodkowaniu Joao Amarala Pedro Tiba wślizgiem próbował zamknąć akcję. Portugalczyk posłał jednak piłkę wysoko nad poprzeczką.

ŁKS na krótko udało się na kilka minut przenieść ciężar gry na połowę poznaniaków – Pirulo miał sporo swobody przed polem karnym, ale jego strzał w środek bramki nie mógł zaskoczyć będącego w coraz lepszej dyspozycji Mickeya van der Harta.

"Kolejorz" odzyskał kontrolę nad meczem, przebudził się też współlider klasyfikacji strzelców Christian Gytkjaer, który w 35. minucie powinien pokonać Malarza. Tiba idealnie dograł mu piłkę na głowę, lecz Duńczyk z bliska uderzył prosto w ręce bramkarza beniaminka. Snajper poznańskiego zespołu miał jeszcze dwie niezłe okazje przed przerwą, ale ostatecznie w sobotni wieczór swojego dorobku nie powiększył.

Niewiele zmienił się obraz gry po przerwie - Lech był dominującą stroną, bliski zdobycia gola był Tomasz Dejewski, którego w ostatniej chwili uprzedził Łukasz Sekulski.

Lechici dopięli swego w 59. minucie. Amaral - jeden z wyróżniających się zawodników - minął dwóch rywali, wbiegł w pole karne i przymierzył w samo okienko. Malarz miał piłkę na rękach, lecz uderzenie Portugalczyka było niezwykle mocne i precyzyjne.

Co ciekawe, gdy padła bramka do wejścia na boisko przygotowany był Kamil Jóźwiak, który miał zastąpić... Amarala. Po golu sztab szkoleniowy szybko anulował zmianę, a Portugalczyk opuścił plac gry 10 minut później.

Goście po stracie gola zaatakowali bardziej zdecydowanie, przeprowadzili kilak akcji skrzydłami, ale dośrodkowania w pole karne nie były większym problemem dla van der Harta i jego kolegów z defensywy.

Widowisko straciło tempo, a do tego arbiter Daniel Stefański dwukrotnie musiał przerywać spotkanie, bowiem zaprzyjaźnieni kibice obu drużyn odpalili race i gęsty dym mocno ograniczył widoczność na murawie.

W doliczonym czasie gry efektowną akcję przeprowadzili rezerwowi piłkarze Lecha - Jakub Kamiński wymienił piłkę z Jóźwiakiem i ten drugi z bliska ustalił wynik.

Lech Poznań - ŁKS Łódź 2:0 (0:0)
Bramki: 1:0 Joao Amaral (59), 2:0 Kamil Jóźwiak (90+2)
Żółta kartka - Lech Poznań: Karlo Muhar. ŁKS Łódź: Maciej Wolski
Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
Widzów: 9 830
Lech Poznań: Mickey van der Hart - Lubomir Satka, Tomasz Dejewski, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz - Joao Amaral (70. Jakub Kamiński), Karlo Muhar, Darko Jevtic, Pedro Tiba (85. Jakub Moder), Tymoteusz Puchacz (65. Kamil Jóźwiak) - Christian Gytkjaer
ŁKS Łódź: Arkadiusz Malarz - Jan Grzesik, Kamil Juraszek, Jan Sobociński, Adrian Klimczak - Dani Ramirez, Maciej Wolski (72. Michał Trąbka), Łukasz Piątek, Ricardo Guima, Pirulo (85. Adam Ratajczyk) - Łukasz Sekulski (75. Jewhen Radionow)