Zatrudnienie Mamrota to pierwsza decyzja nowego właściciela Arki Michała Kołakowskiego, który w piątek nabył od Dominika Midaka 75 procent akcji gdyńskiego klubu. 49-letni szkoleniowiec, który ostatnio prowadził Jagiellonię Białystok, podpisał kontrakt do 30 czerwca 2022 roku.

Reklama

Mamrot nie ukrywa, że jednym z ważniejszych argumentów za przyjęciem oferty Arki był wizja klubu, która zakłada, że będzie to projekt długofalowy.

Najważniejsze jest jednak to, co się wydarzy w najbliższych 11 kolejkach. Zrobimy wszystko, aby utrzymać zespół w ekstraklasie. Jeśli nam się uda tego dokonać, będzie zdecydowanie łatwiej pracować w nowym sezonie. Wszystkie rzeczy, sportowe, finansowe i promocyjne, na poziomie ekstraklasy lepiej funkcjonują. To też kwestia motywacji i ambicji – każdy trener oraz zawodnik zamierza występować w najwyższej klasie rozgrywkowej. Podobnie jest z kibicami, którzy chcę oglądać mecze na najwyższym poziomie – skomentował.

Po 26 kolejkach gdynianie plasują się na spadkowej 15. pozycji i do bezpiecznej 13. lokaty, którą zajmuje Wisła Kraków, tracą sześć punktów.

Sytuacja jest trudna, ale zawsze mówiłem, że przepis o podziale ligi na dwie ósemki jest lepszy dla drużyn, które gonią. Mamy sześć punktów straty do bezpiecznej lokaty, a to nie jest mało, jednak wszystko jeszcze zależy od nas. Jeśli będziemy dobrze grali i punktowali, mamy szansę się utrzymać, ale możemy to osiągnąć tylko wspólnie jako zespół – ocenił.

Za pozytyw uznał także zmianę właściciela. Zauważył, że w każdym klubie najważniejsza jest dobra organizacja i stabilizacja, a przejęcie Arki to dla piłkarzy sygnał, że jest nowe otwarcie i nowy plan.

Za organizację i wdrożenie tego planu odpowiedzialne są inne osoby, ale po pierwszym treningu, którego nie prowadziłem, bo jeszcze nie mogłem, tylko obserwowałem z wysokości trybun, widziałem wśród chłopaków wielki optymizm. I to jest pozytywne. Mam nadzieję, że moja osoba również wpłynie na nich motywująco – dodał.

Według Mamrota kluczowe w walce o utrzymanie może okazać się przygotowanie mentalne, ale istotne będą także inne elementy.

Meczom drużyn broniących się przed degradacją zawsze towarzyszy większa presja. Ważne będzie także przygotowanie motoryczne. Zobaczymy, jak zawodnicy pracowali indywidualnie, kiedy drużyny nie mogły trenować. Istotne jest również zdrowie, aby było jak najmniej kontuzji. W tym kontekście liczyć się będzie szeroka kadra. Będziemy grali co trzy dni, a sporo podróży sprawi, że skrócony zostanie czas na regenerację, co też wymusi liczne zmiany w składzie – skomentował.

Nowy szkoleniowiec żółto-niebieskich zapewnia, że wszyscy jego piłkarze mają czystą kartę i od zera zaczynają walkę o miejsce w składzie.

Zwłaszcza przed pierwszym meczem nie chcę mówić o personaliach i w jakim systemie zamierzamy grać, ale mam nadzieję, że będą zawodnicy, którzy przekonają mnie do sobie. Trochę skomplikowało mi pracę odwołanie niższych lig, bo lubiłem chodzić na spotkania rezerw i juniorów, podczas których wypatrywałem wyróżniających się chłopaków i brałem na treningi pierwszego zespołu. Teraz będę musiał bazować na opinii trenerów grup młodzieżowych i ich koordynatora – stwierdził.

49-letni szkoleniowiec nie planuje na razie wdrażać preferowanego przez siebie ofensywnego stylu, tylko chce skoncentrować się na zdobywaniu punktów. W tym celu zamierza poprawić skuteczność zespołu, który w 26 spotkaniach strzelił jedynie 22 gole.

Wprowadzenie nowego systemu wymaga czasu, mogą też pojawić się błędy, a na to nie możemy sobie pozwolić. Musimy być pragmatyczni i zamiast efektownego prezentować efektywny futbol, bo teraz najważniejsze są punkty. Nie chcę oceniać niczyjej pracy, ale widać, że w Arce problemem była mała liczba stwarzanych sytuacji, a bez tego żaden napastnik nie będzie zdobywał bramek. Drużyna nie może jednak być w ataku uzależniona od jednego zawodnika, bo ofensywne akcenty powinny być rozłożone na kilku piłkarzach – zaznaczył.

Były trener Jagiellonii Białystok i Chrobrego Głogów przekonuje, że rozgrywane bez udziału kibiców mecze pozbawią jego zespół sporego atutu.

Reklama

Dłuższa przerwa i puste trybuny będą wyzwaniem dla wszystkich drużyn. Ktoś powie, że futbol jest taki sam, ale moim zdaniem bez kibiców to będzie inna piłka. Musimy to zaakceptować, bo nie mamy na to wpływu, jednak bardzo żałuję, że w końcówce sezonu zabraknie naszych fanów. Mam w Gdyni liczną bliższą rodzinę, moi krewni też są sympatykami Arki, zatem mam świadomość, gdzie trafiłem. Wiem też ile znaczą kibice dla tej drużyny. Kiedy przyjeżdżałem do tego miasta z innymi ekipami zawsze trudno nam się tu grało, bo ten stadion niesamowicie pomagał gospodarzom – podkreślił.

W roli trenera Arki Mamrot zadebiutuje w niedzielę 31 maja, kiedy żółto-niebiescy zmierzą się w Gdańsku w derbach Trójmiasta z siódmą w tabeli Lechią

Znam specyfikę derbów. To są inne mecze niż wszystkie, które rządzą się swoimi prawami. To może banalne stwierdzenie, ale prawdziwe. Mają też dodatkowy podtekst i w Gdyni dla wszystkich to bardzo ważne spotkania. Dla nas również, bo musimy szukać punktów od pierwszej konfrontacji, a wygrana z Lechią byłaby niesamowitym bodźcem przed kolejnymi meczami – podsumował.