Dziennik Gazeta Prawana logo

Iordanescu nie przyszedł do Legii dla pieniędzy. "Mógłbym zarabiać dziesięć razy więcej"

22 października 2025, 20:23
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Iordanescu nie przyszedł do Legii dla pieniędzy. "Mógłbym zarabiać dziesięć razy więcej"
Iordanescu nie przyszedł do Legii dla pieniędzy. "Mógłbym zarabiać dziesięć razy więcej"/PAP
Edward Iordanescu po trzech porażkach z rzędu nadal pozostaje trenerem Legii Warszawa. Władze klubu nie straciły do niego zaufania. Rumun ma wydobyć drużynę z dołka. W czwartek jego podopieczni w wyjazdowy mecz fazy ligowej Ligi Konferencji zmierzą się z Szachtarem Donieck. Ze względu na wojnę w Ukrainie spotkanie odbędzie się na Stadionie Miejskim im. Henryka Reymana w Krakowie.

Iordanescu odczuwa presję

Legia od kilku tygodni pogrążona jest w kryzysie. Warszawski zespół przegrał trzy kolejne mecze - u siebie 0:1 z Samsunsporem w Lidze Konferencji oraz na wyjazdach w lidze z Górnikiem Zabrze i Zagłębiem Lubin po 1:3. Te wyniki mocno zachwiały pozycją trenera Iordanescu, który według nieoficjalnych informacji w poniedziałek miał się podać do dymisji, chociaż klub to później zdementował. Rumun na pewno poprowadzi Legię w czwartek i zapewne w niedzielę przeciwko Lechowi Poznań, ale jego przyszłość może zależeć od wyników tych spotkań.

Iordanescu przyznał, że obecna sytuacja nie jest dla niego łatwa. Nie lubię zbyt wiele mówić o sobie i nie czuję się w tym komfortowo. Czasem jednak trener musi to zrobić. Jestem szkoleniowcem, który poznał smak sukcesu i to zarówno w klubach, jak i w reprezentacji. Ciężko pracowałem na każdy z tych momentów. Kilka razy byłem wybierany w Rumunii trenerem roku przez kibiców, dziennikarzy, piłkarzy. To były dla mnie powody do dumy. Walczyłem o trofea, zdobywałem trofea, zdobywałem mistrzostwo kraju. Wiem, jak wygląda budowanie zwycięskiej drużyny i jak wielka presja towarzyszy takim projektom. Zarówno praca w reprezentacji, jak i w dużych klubach zawsze oznaczała presję. Dziś też tej presji doświadczam, bo nie jesteśmy w miejscu, w którym wszyscy chcielibyśmy być. Nie mamy wyników, które dają poczucie sukcesu. Ale jestem na tyle dojrzały i odpowiedzialny, aby zawsze na pierwszym miejscu stawiać klub i drużynę. Tak po prostu powinno być - podkreślił Iordanescu.

Iordanescu do Legii nie przyszedł dla pieniędzy

Rumuński szkoleniowiec wyjawił także, że kwestie finansowe nigdy nie były dla niego istotne podczas negocjacji kontraktu z Legią. Nie przyszedłem tutaj dla pieniędzy, tylko dla wyzwania, aby walczyć o trofea. Miałem oferty, w których mógłbym zarabiać dziesięć razy więcej niż w Legii. Ale to nie był dla mnie argument. Prawda jest taka - przyjąłem to wyzwanie, bo chciałem coś tutaj zbudować - stwierdził Iordanescu.

Dodał, że w jego kontrakcie sam chciał umieścić zapisy, które nie blokowałyby klubu w podejmowaniu decyzji. Jeśli ktoś uzna, że zmiana trenera to najlepsze rozwiązanie dla Legii – jestem na to otwarty. Od początku naszej współpracy starałem się być szczery i transparentny. Tak było, gdy tu przychodziłem, i tak będzie do ostatniego dnia mojej pracy. Nie ukrywam, że to nie jest łatwe. Wciąż jestem stosunkowo młodym trenerem, mam przed sobą przyszłość i ambicje. Ale interes klubu zawsze musi być najważniejszy - zapewnił Iordanescu.

Trener Legii dodał także, że skoro dzisiaj jest obecny w Krakowie, to taką decyzję podjął klub. Więcej informacji w tej sprawie powinna przekazać Legia, bo to jej decyzja. Ja mogę jedynie podsumować to, co się wydarzyło do tej pory - zastrzegł szkoleniowiec.

Najbardziej pechowy okres w karierze Iordanescu

Zdaniem Iordanescu Legi dobrze zaczęła sezon, realizowała cele, zdobyła Superpuchar i awansowała do fazy ligowej Ligi Konferencji, ale od przegranego 1:3 meczu z Górnikiem Zabrze wszystko zaczęło iść źle, choć jego zdaniem zespół powinien w ekstraklasie mieć, pięć, sześć punktów więcej. Przyznał także, to najbardziej pechowy okres w jego trenerskiej karierze.

Wszyscy pytają o pomysł na wyjście z kryzysu, ale przecież ten sam człowiek, który siedzi teraz przed wami, przygotowywał mecze z Lechem Poznań, Rakowem Częstochowa czy Jagiellonią Białystok. Razem ze sztabem wkładamy w to całą wiedzę, pasję i energię. Analizujemy rywali, przygotowujemy plan, dbamy o każdy detal, aby drużyna była gotowa na każde wyzwanie - zapewnił Iordanescu.

Zaangażowanie będzie kluczem do sukcesu w meczu z Szachtarem

Rumun z uznaniem wypowiadał się o czwartkowym rywalu. Szachtar to bardzo silny zespół, o dużej jakości indywidualnej. Połowa zawodników to piłkarze z Ameryki Południowej, głównie Brazylijczycy, którzy wnoszą kreatywność i technikę. Druga połowa to Ukraińcy – solidni, dobrze zorganizowani taktycznie. Szachtar to w pewnym sensie zespół podobny do nas, bo chce dominować, posiadać piłkę, kontrolować przebieg gry - ocenił Iordanescu.

Szkoleniowiec Legii zadeklarował, że mocno wierzy w swój zespół. Czeka nas bardzo trudne spotkanie, ale kluczowe będzie, żebyśmy zagrali jako drużyna, z pełnym zaangażowaniem każdego zawodnika. Potrzebujemy determinacji, pracy, wysiłku, ale też osobowości. Musimy mieć odwagę grać, utrzymywać się przy piłce, tworzyć sytuacje i je wykorzystywać - podsumował Iordanescu.

Piłkarze Legii do meczu z Szachtarem podchodzą z pokorą

Czołowy piłkarz Legii - Paweł Wszołek zgodził się, że takiemu klubowi jak Legia nie przystoi przegrać trzech meczów z rzędu. Czujemy z tego powodu dużą frustrację, sportową złość. Jednocześnie cieszymy się, że już w czwartek możemy zagrać kolejne spotkanie. Mieliśmy w szatni męskie rozmowy. Trzeba wrócić do podstaw, do gry na dwa, trzy kontakty. Ta drużyna ma jakość i jeśli przełoży to, co prezentuje na treningach na mecze, jestem spokojny, że możemy zacząć wygrywać seriami. Każdy z nas musi dawać z siebie maksa i to, co ma najlepsze. Trzeba zostawić serce na boisku - stwierdził, dodając że sezon się jeszcze nie skończył, zdobycie mistrzowskiego tytułu jest wciąż możliwe, a nie pomogą w tym zmiany trenerów co miesiąc.

Odnośnie do meczu z Szachtarem Wszołek wyraził nadzieję, że drużyna podniesie się. Rozegrajmy dobry mecz, choć nie wiem, czy wygramy, bo to mocny rywal, do którego podchodzimy z pokorą - przyznał legionista.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
oprac. Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraQuiz z historii. Pytania, z którymi nawet profesor będzie miał problem. 7/10 dla nielicznych »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj