Niemieckie kluby grają z angielskimi na Węgrzech, Arsenal Londyn i Benfica Lizbona przystąpią do rywalizacji we Włoszech i Grecji, a Atletico Madryt z Chelsea Londyn zmierzą się w Rumunii. To - jak twierdzą eksperci i analitycy - nie koniec. Takich spotkań będzie znacznie więcej, bo kolejne kraje wprowadzają nowe restrykcje.

Reklama

"Profesjonalna piłka nożna, ale i inne dyscypliny sportu wydają się żyć w innym wszechświecie" - powiedziała Dagmar Freitag, przewodnicząca komisji sportowej niemieckiego parlamentu.

Krytyka ze strony rządów

Największe emocje w Niemczech wzbudziło przełożenie meczu RB Lipsk z Liverpoolem w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Drużyna Juergena Kloppa nie dostała pozwolenia na przylot do Niemiec, więc spotkanie rozegrane zostanie w Budapeszcie. W następnym tygodniu ten sam stadion na Węgrzech wykorzysta Borussia Moenchengladbach, by zmierzyć się z Manchesterem City.

Rozegranie spotkań na neutralnym terenie jest dobrym rozwiązaniem dla klubów i UEFA. Krytyka pojawia się z kolei ze strony rządów. A ta w Niemczech stała się jeszcze głośniejsza po tym, jak Bayern Monachium poleciał do Kataru na klubowe mistrzostwa świata i tam koronawirusem zaraził się Thomas Mueller. Musiał wracać do kraju prywatnym samolotem, na lotnisku został przejęty przez służby medyczne i przechodzi teraz kwarantannę.

Co z rewanżami?

Nowa mutacja wirusa sprawiła, że mecz Chelsea Londyn z Atletico Madryt musi odbyć się na neutralnym terenie w Bukareszcie. Na razie nie wiadomo, co z meczami rewanżowymi. Może się okazać, że te też muszą zostać rozegrane na "obcych" boiskach, bo zarówno Niemcy, jak i Hiszpanie twierdzą, że po powrocie całe drużyny będą musiały udać się na kwarantannę.

Także inne spotkania są przełożone do innych miast. Arsenal zagra z Benficą w Rzymie, a rewanż odbędzie się w Pireusie. Real Sociedad zmierzy się z Manchesterem United we Włoszech, Tottenham z austriackim Wolfsbergiem na Węgrzech, a norweskie Molde rywalizować będzie z Hoffenheimem na stadionie hiszpańskiego Villarrealu.