Po wyjazdowym zwycięstwie Legia była w korzystnej sytuacji, ale zniesienie od tego sezonu reguły podwójnie liczonych goli zdobytych na wyjeździe w przypadku remisu spowodowało, że jednym trafieniem b mogli wyrównać stan rywalizacji.
- ocenił Michniewicz.
Rozpoczęli defensywnie
Jego podopieczni zaczęli spotkanie cofnięci do obrony. Goście spokojnie rozgrywali piłkę, ale długo nie potrafili zagrozić bramce strzeżonej przez Artura Boruca. Naprawdę niebezpiecznie zrobiło się tylko raz. W 33. minucie po dośrodkowaniu, z pięciu metrów do siatki nie zdołał trafić Erik Botheim.
- przyznał szkoleniowiec
Wiedzieli, jak mają zagrać
Ta sytuacja okazała się być pobudką dla gospodarzy. W 36. minucie pierwszą groźną okazje stworzyła Legia, ale Luqinhas posłał piłkę obok słupka. Brazylijczyk poprawił się pięć minut później, kiedy po indywidualnej akcji dał swojej drużynie prowadzenie.
Po przerwie Legia kontrolowała grę. W 83. minucie na boisku pojawił się Czech Tomas Pekhart. Król strzelców ekstraklasy w poprzednim sezonie pokazał, że instynktu snajpera nie stracił. Wynik strzałem z bliska ustalił w doliczonym przez sędziego czasie gry.
- podsumował Michniewicz.
Teraz Estończycy
Aby awansować do fazy grupowej LM Legia musi wyeliminować czterech przeciwników. Drugim będzie Flora Tallinn, a rywalizację z nią "Wojskowi" zaczną już za tydzień w Warszawie. Estończycy w pierwszej rundzie okazali się lepsi od drużyny Hibernians z Malty.