Premier League korzysta z VAR od początku obecnego sezonu i można było spodziewać się, że dopiero po jakimś czasie system zacznie działać, jak należy. Wielu szkoleniowców uważa jednak, że tego postępu nie widać, a być może jest nawet coraz gorzej.

Reklama

Zarzuty dotyczą przede wszystkim zbyt szczegółowego, wręcz aptekarskiego rozpatrywania pozycji spalonych - w brytyjskich mediach żartowano, że w pewnym momencie najpopularniejszym sportowym tematem na wyspach była... pacha Roberto Firmino. To właśnie ta część ciała Brazylijczyka wystawała za linię obrony w momencie podania, po którym padł nieuznany gol dla Liverpoolu w meczu z Aston Villą 2 listopada (2:1).

"To wielkie nieporozumienie, tydzień w tydzień" - denerwował się niedawno Guardiola, a w gazecie "The Sun" ukazał się artykuł pt. "VAR zmienił Premier League w farsę".

Anglia nie jest jedynym krajem, w którym wideoweryfikacja wzbudza kontrowersje. W Niemczech na przykład często pod lupę trafiają decyzje dotyczące zagrań piłki ręką. Podczas meczów Premier League cierpliwość kibiców, zawodników i trenerów na próbę wystawiają kilkuminutowe przerwy na analizę ewentualnej pozycji spalonej.

W wielu przypadkach nie da się tego ocenić gołym okiem nawet na telewizyjnej powtórce. Wtedy do akcji wkraczają asystenci VAR w specjalnym studio w Londynie, którzy wyznaczają linie równoległe do bramkowej, styczne z najbardziej wysuniętymi w stronę bramki częściami ciała piłkarzy. W efekcie gol może zostać nieuznany z powodu wystającego kolana, kawałka pięty czy - jak w przypadku Firmino - pachy.

"Nie podoba mi się to, że na decyzje arbitrów głównie wpływają ci, którzy są oddaleni o wiele kilometrów" - denerwował się trener Wolverhampton Wanderers Nuno Espirito Santo.

Portugalczyk i jego "Wilki" szczególnie odczuli działanie VAR na własnej skórze w niedzielnym spotkaniu z Liverpoolem, przegranym 0:1. Gol zdobyty przez Senegalczyka Sadio Mane początkowo nie został uznany, bo sędzia dopatrzył się zagrania ręką asystującego Adama Lallany, ale po analizie wideo okazało się, że Anglik podawał prawidłowo barkiem. We wcześniejszej fazie akcji ręką dotknął piłki za to obrońca "The Reds" Holender Virgil van Dijk, ale tego nie wzięto już pod uwagę.

Reklama

"Sędzia ocenił, że to było zbyt daleko (od bramki Wolverhampton - PAP). To frustrujące, że wciąż rozmawiamy tylko o VAR. To bardzo wpływa na mecz" - powiedział kapitan "Wilków" Conor Coady.

Z kolei pod koniec pierwszej połowy Pedro Neto trafił do siatki Liverpoolu, ale tym razem gol został anulowany, znów ze względu na minimalnego spalonego.

"Dobrze skonstruowana akcja na sekundy przed przerwą Pedro Neto uzyskał coś, co powinno być golem wyrównującym. Niestety, iskra została zduszona, bo podobno włos skrzydłowego Jonny'ego był na spalonym. Piękne wykończenie ataku przez Neto zostało zredukowane do przypisu w protokole meczowym przez system, któremu brakuje i precyzji, i zdrowego rozsądku" - skomentował wówczas dziennikarz portalu yahoo.com Doug McIntyre.

Głos w tej sprawie zabrał również słynący z błyskotliwych i prześmiewczych komentarzy były reprezentant Anglii Gary Lineker. "W tych trudnych chwilach myślami jestem przy futbolu" - ironizował w jednym wpisie, a w innym stwierdził: "Gdyby VAR był trenerem, już wiele tygodni temu zostałby zwolniony".

Mimo iż jego zespół był zwycięski, swoje niezadowolenie po niedzielnym meczu z Wolverhampton wyraził też szkoleniowiec Liverpoolu Juergen Klopp. "Ja już nawet nie cieszę się z goli. Trzeba poczekać, dopóki ktoś nie powie, czy to rzeczywiście była bramka" - szydził Niemiec.

52-letni trener uskarżał się też na długie przerwy w grze. "Jest grudzień, zaraz mamy styczeń. Nie jest dobre dla piłkarzy takie stanie bez ruchu na zimnie" - stwierdził.

W listopadzie władze Premier League wydały oświadczenie w sprawie implementacji VAR w ekstraklasie. Zobowiązały się do poprawy konsekwencji w decyzjach, przyspieszania procesu analizy i usprawnienia komunikacji z kibicami. Podkreślono jednak, że technologia przyczyniła się do wyeliminowania wielu błędów.

"Prędkość i konsekwencja w podejmowaniu decyzji to najważniejsze kwestie do usprawnienia. Poprawa będzie widoczna z czasem, gdy sędziowie nabiorą doświadczenia" - prognozowano.

Z analizy wynika również, że jeśli chodzi o ocenę tzw. KMI (Key Match Incidents - kluczowe zdarzenia meczu), ich poprawność wzrosła dzięki VAR z 82 do 91 procent.