Miniony sezon był dla reprezentacji siatkarek niezwykle udany i najlepszy od 10 lat. Biało-czerwone wystąpiły w turnieju finałowym Ligi Narodów i zajęły czwarte miejsce na mistrzostwach Europy. Tymczasem okazało się, że mimo sukcesów atmosfera w drużynie narodowej nie jest najlepsza. W środę pojawiły się informacje o "buncie siatkarek", które skierowały pismo do Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Krytycznie oceniły w nim współpracę z Nawrockim. Szefowie związku zareagowali bardzo szybko i stanęli murem za szkoleniowcem, przedłużając z nim kontrakt do 2022 roku.

Siatkarki w czwartek wysłały do mediów oświadczenie, w którym wyjaśniły powody swojego postępowania. Cała historia rozpoczęła się tuż po zakończeniu mistrzostw Europy. Do spotkania zawodniczek z prezesem związku Jackiem Kasprzykiem doszło już 9 września, na nim kadrowiczki przedstawiły problemy zaistniałe w kadrze z prośbą o reakcję. "Delegacja nie została uznana przez prezesa Kasprzyka za wiarygodną, co skłoniło nas do wystosowania pisma, potwierdzającego zgodność reszty drużyny z przedstawicielkami" - napisano w oświadczeniu.

Nie było to jedyne spotkanie zawodniczek z prezesem. 17 października reprezentantki kraju z Chemika Police rozmawiały z Kasprzykiem, który miał je poinformować, że do turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich Nawrocki pozostanie na swoim stanowisku. Po nim miały zostać podjęte próby rozwiązania problemu. Tymczasem zarząd związku przedłużając kontrakt z selekcjonerem złamał według siatkarek zawarty wcześniej kompromis, co wywołało u nich spore oburzenie. Zawodniczki wyraziły też żal, że to właśnie strona związkowa upubliczniła konflikt w reprezentacji.

"Mnożące się artykuły związane z tą sprawą, a przede wszystkim sam wywiad prezesa Kasprzyka ujawniający szczegóły podjętych wcześniej rozmów, wywarły na zespole ogromne oburzenie. W obliczu wszystkich zarzutów, często nieprawdziwych, drużyna czuje się skrzywdzona oraz oszukana. Upublicznianie wewnętrznych problemów reprezentacji na łamach prasy w opinii zawodniczek jest niedopuszczalne oraz może rzutować negatywnie na zbliżające się kwalifikacje" - przyznały zawodniczki.

Lista zarzutów wobec selekcjonera jest bardzo długa. Zawodniczki uważają, że Nawrocki bagatelizował i negatywnie podchodził do prób rozwiązania bieżących problemów. Zarzucają brak komunikacji ze szkoleniowcem w trakcie sezonu klubowego, bagatelizowanie stanu ich zdrowia, obniżanie poczucia wartości zespołu, brak psychologicznego i mentalnego prowadzenia zespołu.

Mocno skrytykowały też warsztat szkoleniowca i jego sztabu. Ich zdaniem popełniał błędy w prowadzeniu meczów, nie udzielał konstruktywnych wskazówek, miewał napady furii, które źle wpływały na zespół oraz wypowiadał się w sposób obraźliwym, co świadczy o braku szacunku. Całemu sztabowi zarzuciły brak profesjonalizmu i kompetencji. Wśród uwag ze strony siatkarek są też problemy natury moralnej.

"Akceptowanie przez trenera Nawrockiego nieprofesjonalnego zachowania jednego z członków sztabu (zażyłe, bliskie relacje z jedną z zawodniczek). Dopuszczanie do niemoralnego zachowania, przy jednoczesnym braku reakcji ze strony trenera na zgłaszanie problemu przez zawodniczki. Oczernianie członka sztabu przez Trenera Nawrockiego oraz resztę sztabu szkoleniowego w obecności zawodniczek, tym samym wprowadzanie niekomfortowej atmosfery pracy" - napisano w oświadczeniu.

Reprezentantki kraju jednocześnie zaprzeczyły informacjom, jakie ukazały się w mediach, że jedną z przyczyn konfliktu jest forowanie przez Nawrockiego młodych zawodniczek, głównie Magdaleny Stysiak.

"Rzekomy, powielający się zarzut o niechęci czy zazdrości drużyny w stosunku do Magdaleny Stysiak jest paskudną insynuacją, mającą na celu odwrócenie uwagi od innych problemów. We wcześniejszych rozmowach zespołu z trenerem Nawrockim (odbytych w Spale) po raz pierwszy został poruszony temat domniemanego konfliktu Magdaleny Stysiak z resztą zespołu. Drużyna zgodnie podkreśliła, że Magdalena jest zawodniczką pożądaną w polskiej reprezentacji oraz że każda z dziewczyn wierzy w jej duży wkład w osiągnięcie założonych celów" - podkreśliły.

Pod oświadczeniem podpisało się 13 reprezentantek, głównie uczestniczek ostatnich mistrzostw Starego Kontynentu, z wyjątkiem Stysiak i Marii Stenzel.