W poniedziałek uda się pan wraz z reprezentacją Polski na miesiąc do Rimini, by wziąć udział w Lidze Narodów. Ma pan już wyobrażenie tego, jak będzie funkcjonować "bańka"?
Na razie wciąż ciężko mi to sobie wyobrazić, bo nadal nie znamy wielu szczegółów. Wiem, że będziemy w hotelu, z ograniczoną możliwością poruszania się. Ale nie wiem, czy nie będzie w ogóle można wyjść poza budynek, czy też będzie wyznaczone jakieś miejsce obok, po którym będziemy się mogli poruszać. Troszkę się tego boję, bo wiadomo, miesiąc praktycznie w jednym pomieszczeniu z ludźmi, których co prawda znam dość dobrze, ale... może aż za dobrze. Wiem, że w końcu prędzej czy później może dojść do jakiś małych konfliktów. Wolałbym tego uniknąć, ale z drugiej strony bardzo chcę tam pojechać i się sprawdzić.

Reklama

W tych okolicznościach zapewne każdy zawodnik musi wcześniej przemyśleć, jak wypełnić czas wolny od treningów i meczów w Italii...
Na pewno tak. Każdy ma jakieś własne zainteresowania. Ja będę w pokoju z Bartkiem Kurkiem. Weźmiemy ze sobą gry planszowe i sprzęt elektroniczny, który również służy do grania. Zabierzemy też książki. Mamy nadzieję, że na miejscu będzie dobre połączenie internetowe i jakoś ten wolny czas, którego pewnie trochę tam będzie, spędzimy zajęci czymś innym niż spaniem. Bo to nam też nieźle wychodzi, ale myślę, że nie powinniśmy jakiejś dobowej dawki przekraczać. Przedawkować można bowiem wszystko, nawet sen.

Organizatorzy LN zaproponowali uczestnikom zabranie ze sobą rodzin, ale nikt z biało-czerwonych się na to nie zdecydował. Za dużo było niewiadomych?
To też, ale i ryzyko, że sama podróż do Rimini - najpierw samolotem, a potem autokarem - dla rodzin, tych z dziećmi przede wszystkim, może być dość męcząca. Dochodzi również perspektywa tego, że dziecko musi pozostać w zamknięciu przez miesiąc. Poza tym także to, że musielibyśmy opłacić cały pobyt - za te ponad trzydzieści dni - niezależnie od tego, ile rodzina miałaby tam przebywać. To też się wiąże z niemałymi kosztami. Zbierając to wszystko razem, po prostu byłaby to straszna męczarnia, której wolałbym mojej rodzinie oszczędzić. Wiem, że rozłąka też nie jest łatwą rzeczą, aczkolwiek myślę, że będzie to bardziej znośne dla najbliższych niż siedzenie w jednym miejscu przez dłuższy czas.

Rok temu podczas zgrupowania reprezentacji w Spale było dużo luzu i integracji. W tym najpierw stawką była walka o skład na LN, a teraz rozpoczyna się wyścig o miejsce w drużynie, która wystąpi w igrzyskach w Tokio. Czuć tę rywalizację?
Jeżeli jest jakakolwiek rywalizacja, to jest bardzo zdrowa i sportowa. Nie pojawiły się żadne konflikty czy niesnaski. Wszyscy żyjemy może już nie tak biesiadnie jak w Spale w zeszłym sezonie, który był bardzo mocno integracyjny dla nas wszystkich. Teraz jest czas tylko i wyłącznie na ciężką pracę, a wybrani zostaną najlepsi

Każdy daje z siebie 200 procent na treningach, by przekonać do siebie trenera Vitala Heynena?
Każdy daje z siebie tyle, ile może. Z tego co mówił Vital i z tego co sam zauważyłem, treningi stoją na naprawdę wysokim poziomie. To znaczy, że wszyscy dają z siebie tyle, ile mogą.

Jest pan jednym z czterech środkowych, którzy walczą o trzy miejsca w składzie na turniej olimpijski. Byłby to pański trzeci występ w imprezie tej rangi. Oznaczałby też kolejny pobyt w tzw. bańce. Uważa pan, że zapowiadane liczne obostrzenia w Tokio mogą wpłynąć na obniżenie prestiżu tegorocznych igrzysk?
Igrzyska to igrzyska, prestiżu im nie ubędzie z tego powodu. Tak czy inaczej bylibyśmy zamknięci w wiosce olimpijskiej. Wiadomo, w przeszłości były możliwości jej opuszczania i powrotów, teraz będzie to trochę inaczej wyglądać. Nie wiem jeszcze, jakie dokładnie będą obowiązywały zasady w Japonii, ale tzw. bańka w Rimini na pewno dobrze nas do tego przygotuje. Zasmakujemy trochę tego, co czeka nas w Tokio.