Ćwierćfinałowe starcie było pełne zwrotów akcji, a końcówki pierwszej i trzeciej partii były bardzo emocjonujące i toczyły się na przewagi. Serbowie postawili aktualnym wicemistrzom świata bardzo trudne warunki i sprawili im sporo problemów.

Szkoleniowiec Polaków jest Serbem, w przeszłości prowadził reprezentację swojego kraju, w której grało wielu obecnych kadrowiczów. Doskonale zdawał sobie więc sprawę z tego, jak bałkański zespół zaprezentuje się w meczu z liderami światowego rankingu.

Reklama

Oczywiście Serbowie zagrali tak, jak się tego spodziewałem. Nie mam szklanej kuli, w której wszystko widzę, ale znam tych chłopaków, wiem, jak reagują w różnych sytuacjach, można było tego oczekiwać. Z zewnątrz widać, jak dobrą atmosferę mają w zespole, zawodnicy z kwadratu rezerwowych po udanej akcji krzyczą, przelewają dobrą energię na kolegów na boisku. Cieszę się, że zdołaliśmy pokonać takie trudności i szczerze mówiąc, mimo że +straciłem pięć lat z życia+, wolę wygrywać w taki sposób niż łatwo 3:0, bo takie zwycięstwo daje odwagę, świadomość, że jest się w stanie wychodzić z takich trudnych sytuacji - podkreślił szkoleniowiec. Zwrócił także uwagę, że kluczem była w tym meczu cierpliwość.

W trzecim secie doskonale spisującego się w drugiej partii Wilfredo Leona zmienił na przyjęciu Kamil Semeniuk. Szkoleniowiec wyjaśnił, z czego wynikała ta roszada.

Leon męczył się w pierwszym secie. Psuł zagrywki, nie kończył ataków. W drugiej partii był jednak bardzo dobry, wrócił do gry. Rywale wiedzieli, że jeśli on zostanie na boisku, to będą mieli problemy. Natychmiast zrozumiałem, że będą chcieli go zdjąć z parkietu, a jedyny sposób, by to zrobić, to wywierać na nim presję zagrywką. Kiedy Semen pojawił się na parkiecie, oni nie wiedzieli, na kogo zagrywać. Z nim na boisku byliśmy w stanie dogrywać piłkę bliżej do siatki i mieliśmy więcej opcji w ataku - podsumował Grbic.

Reklama

Przyjmujący Aleksander Śliwka zwrócił uwagę, że o porażce Polaków w pierwszej partii zaważyły ich błędy.

Chcieliśmy zagrać agresywnie od samego początku. Zrobiliśmy parę błędów w polu serwisowym, potem jeszcze doszły pomyłki w ataku. Czasami tak jest, że nie zaczyna się tak, jakby się tego chciało. Największą wartością drużyny jest jednak to, by wrócić do swojej gry, mimo tego, że źle się zaczęło. Nie panikować. Wrócić do tych rzeczy, które robi się dobrze i tak właśnie było w naszym przypadku - ocenił gracz Grupy Azoty Zaksy Kędzierzyn-Koźle.

Zaznaczył, że trudno jednoznacznie określić, co zadecydowało o zwycięstwie biało-czerwonych w trzeciej partii. Przyznał jednak, że był to bardzo trudny moment dla zespołu.

Oczywiście, że w końcówce trzeciego seta były trudne momenty. Straciliśmy przewagę, przegrywaliśmy piłki setowe, potem akcje na skrzydłach. Było bardzo dużo emocji, bardzo emocjonalna była ta końcówka. Tym bardziej jestem dumny z drużyny, że wytrzymaliśmy te momenty i zwyciężyliśmy w tej partii. Skończyła się na przewagi, zadecydowały dwie piłki. Mogło to pójść w drugą stronę. Czasem to kwestia szczęścia, czasem doświadczenia, odpowiedniej reakcji, założeń taktycznych. Jest wiele czynników, które się na to składają - analizował Śliwka.

Szczerze mówiąc, nie pamiętam, żebym grał wcześniej w takim secie. To była naprawdę partia o ogromnym ładunku emocjonalnym. Myślę, że była kluczowa dla całego meczu, więc bardzo się cieszymy, że ją wygraliśmy. Pewnie nie zaśniemy długo po tym spotkaniu - dodał.

Polscy siatkarze przeniosą się teraz do Rzymu, gdzie rozegrane zostaną półfinały oraz mecze o medale. Ich rywalem w walce o finał będzie Słowenia.

Z Bari - Monika Sapela