Jak na razie sezon 2018/19 zdecydowanie należy do Kobayashiego. Odniósł osiem zwycięstw w 11 indywidualnych konkursach i jest zdecydowanym liderem klasyfikacji genaralnej Pucharu Świata. Na podium nie udało mu się stanąć tylko raz - 15 grudnia w Engelbergu był siódmy.

W TCS triumfował w świetnym stylu. Jako trzeci zawodnik w historii - po Niemcu Svenie Hannawaldzie (2001/02) i Kamilu Stochu (2017/18) - wygrał wszystkie konkursy w jednej edycji.

Kiedy na inaugurację w Wiśle zajął trzecie miejsce, powiedział, że jego celem na ten sezon jest dziesięć pucharowych zwycięstw. Plan już prawie zrealizował, a do końca pozostało jeszcze 17 startów. Znacznie częściej na szczycie Kobayashiego widzi jego słynny rodak Noriaki Kasai.

"Liczę, że wyrówna rekord Petera Prevca sprzed trzech lat i wygra 15 konkursów. Kto wie, może nawet go poprawi" - powiedział PAP.

46-letni Kasai to symbol japońskich skoków. Niedawno obchodził 30. rocznicę debiutu w PŚ, a z Kobayashim wiąże go coś więcej, niż tylko przynależność do tego samego klubu - Tsuchiya Home Ski Team.

"Już od jakiegoś czasu pan Kasai jest również trenerem w zespole" - zdradził dziennikarz japońskiej agencji prasowej Kyodo Kentaro Tsuchiya.

"Aż taka dominacja Ryoyu również dla nas jest zaskoczeniem, ale dawał sygnały, że może być dobry. Nie dokonał w swoich przygotowaniach jakiejś wielkiej zmiany. Dwa lata temu powiedział, że chce robić postępy krok po kroku. Przede wszystkim ustabilizował pozycję w locie" - dodał.

Sygnałami rosnącej formy były m.in. miejsca w pierwszej dziesiątce podczas ubiegłorocznych igrzysk w Pjongczangu. W kwalifikacjach do konkursu na dużej skoczni ustanowił rekord obiektu.

Sposobem bycia Kobayashi nie przypomina swoich rodaków. Znacznie ekspresyjniej reaguje na skoczni, dużo się uśmiecha. Inne różnice już sześć lat temu dostrzegł Janne Vaatainen, który od 2010 roku jest trenerem w Tsuchiya Home Ski Team.

"To było podczas jakiś zawodów krajowych. Wtedy nie wyróżniał się wynikami, ale było coś niesamowitego w jego sylwetce i technice. Zacząłem pytać kim jest i rozpoczęliśmy starania, aby przeniósł się do naszego klubu" - powiedział Vaatainen fińskiej telewizji Yle.

Vaatainen w latach 2008-10 bez sukcesów był trenerem fińskiej kadry A. Sfrustrowany problemami organizacyjnymi zrezygnował ze stanowiska i rozpoczął pracę w Japonii.

"Starałem się wspierać Ryoyu, bo przenosiny z 20-tysięcznego miasteczka do dwumilionowej metropolii jaką jest Sapporo nie jest łatwe. Jego wesoły i towarzyski charakter bardzo mu jednak pomógł" - dodał.

Zdaniem Vaatainena dla Kobayashiego wszystko jest możliwe. Podobnie uważa Adam Małysz.

"Taka forma może trwać naprawdę długo, wiem to z doświadczenia. Jak zaczynałem dobrze skakać, to nic nie mogło mnie zatrzymać. Nie wiem, czy Ryoyu utrzyma taką dyspozycję aż do samego końca, ale może zbudować taką przewagę, że sprawa walki o Kryształową Kulę praktycznie będzie rozstrzygnięta" - podkreślił były skoczek, a obecnie dyrektor ds. skoków i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim.

Kolejna ważna impreza w tym sezonie to mistrzostwa świata w Seefeld. Konkurs na dużej skoczni rozgrywany będzie w Innsbrucku. Na Bergisel Kobayashi w piątek był bezkonkurencyjny. W konkursie indywidualnym Japończycy ostatni medal MŚ zdobyli w 2003 roku. W Predazzo, gdzie z dubletu cieszył się Małysz, dwukrotnie trzeci był Kasai.