Norwegia wyprzedziła Słowenię o 23,4 pkt. Strata Austrii to 44,1, a Polski 111,8 pkt.

Reklama

O triumfie Skandynawów zadecydowała przede wszystkim świetna postawa lidera klasyfikacji generalnej cyklu 2020/21 Halvora Egnera Graneruda. To właśnie on kończąc pierwszą serię wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.

Natomiast w finale, przed ostatnią grupą skoczków Norwegia znajdowała się na pierwszym miejscu ex aequo ze Słowenią. Ziga Jelar osiągnął w niej 87 m, a Granerud 96,5.

Polska na półmetku zajmowała szóste miejsce. Stoch i Kubacki mieli za sobą skoki na odległość 94 m, Twardosz uzyskała 84, a Karpiel 82. Wówczas wydawało się, że biało-czerwoni mogą nawet powalczyć o piątą lokatę, bo do zajmujących ją Niemców tracili tylko 5,7 pkt.

Ostatecznie jednak dali się wyprzedzić Rosji. To głównie efekt słabej drugiej próby Karpiel, który osiągnęła tylko 75,5 m. Był to zdecydowanie najsłabszy skok oglądany w finale. Twardosz uzyskała 83,5 m, a Stoch i Kubacki znów byli zgodni, tym razem skacząc po 95 m.

Konkursy drużyn mieszanych w Pucharze Świata należą do rzadkości. W Rasnovie przewidziano jedyną tego typu rywalizację w obecnym cyklu.

Sobotnie zawody w Rumunii były ostatnią próbą przed rozpoczynającymi się 24 lutego w Oberstdorfie mistrzostwami świata w narciarstwie klasycznym. Tam tytułu w konkursie drużyn mieszanych bronić będą Niemcy, którzy złoty medal MŚ w tej konkurencji zdobywali także w 2015 i 2017 roku. W Rasnovie zajęli piąte miejsce, ale w ich składzie zabrakło najlepszych w tym sezonie Markusa Eisenbichlera i Kathariny Althaus.