Dziennik Gazeta Prawana logo

Małysz: Nie podobają mi się nowe przepisy

29 listopada 2008, 01:02
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Stare kombinezony i narty lepiej utrzymywały nas w powietrzu. Teraz większe szybkości generują większe obciążenia dla zawodnika" - mówi DZIENNIKOWI najlepszy polski skoczek narciarski Adam Małysz. Przerwane zawody drużynowe w Kuusamo otworzyły wczoraj nowy sezon Pucharu Świata.

Adam Małysz: Sprzęt i dotyczące go przepisy. Nie wiem tylko, czy te zmiany poszły w dobrym kierunku. Szybkość jest większa, a skoki coraz mniej interesujące. Kiedyś lataliśmy wolniej, ale stare kombinezony i narty potrafiły lepiej utrzymywać nas w powietrzu. Teraz większe szybkości generują większe obciążenia dla zawodnika. Ale to decyzje Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, my musimy się dostosować.

Dyskusja na ten temat trwa od dwóch czy trzech lat. Wydaje mi się, że to nie jest głupi pomysł. Mogłoby być jak dawniej, kiedy oddawało się trzy skoki, a do wyników zaliczano dwa najlepsze. To byłoby chyba najbardziej fair. Ale to problem dla mediów, wiązałoby się to przecież z wydłużeniem transmisji. Poza tym w trudnych warunkach ciężko nam czasem rozegrać nawet dwie serie, a tu doszłaby jeszcze jedna.

>>>Małysz chce trzech serii skoków

Ja już pewnie tego nie doczekam, bo budowa takiej hali trwałaby pewnie 2 – 3 lata. To pomieszczenie musiałoby być bardzo szczelne, żeby organizatorzy nie pomagali swoim zawodnikom. Przecież wystarczy na chwilę zrobić przeciąg i już będzie skakało się inaczej. Teoretycznie zawody w hali byłyby bardziej sprawiedliwe. Ale może trzeba po prostu zamontować dmuchawę na skoczni i niech wszystkim wieje równo?

Często mnie korci, żeby coś im powiedzieć, ale na razie się powstrzymuję. Kiedy coś widzę, idę do Łukasza (Kruczka – przyp. red.) i jemu zwracam na to uwagę. On i Zbyszek (Klimowski – red.) cenią sobie moje doświadczenie i rady, a ja szanuję ich postawę. O swoich błędach też zresztą mówię im otwarcie. Zdarza się, że Łukasz ma na ten temat inne zdanie, wtedy siadamy przed komputerem i sprawdzamy, czy słuszne były moje odczucia, czy jego obserwacje. Skok trwa tak krótko, że trener nie jest w stanie wychwycić wszystkich błędów. Dopiero w zwolnionym tempie widzi, co jest niedobrze. Często obaj mamy rację, ale zdarza się, że jeden musi uznać wyższość drugiego.

Na razie postanowiłem na całego trenować przynajmniej do igrzysk. Wiem, że Andreas Goldberger i mój idol Jens Weissflog komentują skoki w telewizji. To na pewno interesująca praca, bo nie tracą kontaktu ze skokami.

>>>Małysz skoczył i... odwołali konkurs

Wiele osób podpowiada mi knajpę, może pensjonat. Miałbym czym przyciągnąć ludzi. Trofeów mam sporo. Rozbudowuję nawet galerię, bo w piwnicach kryją się jeszcze pamiątki i sprzęt, którego kiedyś używałem. A rozdać tego nie mogę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj