Reklama

Pierwsza partia przebiegła dość szybko - trwała pół godziny - ale rozpoczęła się nieoczekiwanie. W pierwszych trzech gemach żadna z zawodniczek nie potrafiła zwyciężyć przy własnym podaniu i Polka prowadziła po nich 2:1. Później, przy stanie 3:2, inicjatywę przejęła już Świątek, która zaczęła grać bardziej agresywnie. Do tego Sabalenka zaczęła popełniać niewymuszone błędy.

Polka kolejny raz przełamała rywalkę, doprowadzając do wyniku 5:2, a następnie, nie pozostawiając złudzeń Białorusince, wykorzystała własny serwis, by rozstrzygnąć seta na swoją korzyść.

Druga odsłona to już popis Świątek, która miała kontrolę nad przebiegiem gry. Sabalenka może mówić jedynie o przebłyskach, jak np. w trzecim gemie, gdy ze stanu 0:40 doprowadziła do gry na przewagi, lub w piątym, kiedy obroniła piłkę na przełamanie i zmniejszyła stratę na 1:4. Później Polka też musiała obronić jednego break pointa, co uczyniła dzięki niewymuszonemu błędowi Białorusinki. W kolejnym gemie Świątek wykorzystała trzecią piłkę meczową.

Reklama

Cieszę się, że technicznie wszystko wyglądało tak, że grało mi się bardzo komfortowo. W zeszłym roku w Rzymie też było tak, że rozgrywałam się z meczu na mecz. Mogę spędzić więcej czasu na "mączce" i przyzwyczaić się do tej nawierzchni i do panującej tu atmosfery - a jest tu zupełnie inaczej niż na innych kortach, jest dużo szumu, hałasu dokoła. Jak się wychodzi na pierwszą rundę tutaj na stadion, to jak człowiek nie jest do tego przyzwyczajony, to może być ciężko. Ale teraz, tak jak w zeszłym roku, w półfinale czuję się już bardzo komfortowo - powiedziała 20-letnia raszynianka na antenie Canal+.

Reklama

Drugi set trwał ok. 45 minut, ale przedłużyła go przerwa po piątym gemie, kiedy Sabalenka poprosiła o interwencję fizjoterapeuty.

Miałam chwilę zawahania, zdekoncentrowała mnie trochę ta przerwa, ale miałam przewagę i zdawałam sobie sprawę, że nawet jeśli odzyskanie koncentracji zajmie mi kilka punktów, to i tak dopnę ten mecz do końca - zaznaczyła Świątek.

Sabalenka nie mogła dominować

Był to czwarty pojedynek Świątek z Sabalenką, a trzeci w tym roku. W listopadzie Polka poniosła porażkę w kończących sezon 2021 zawodach WTA Finals w Guadalajarze. W obecnym sezonie gładko pokonała Białorusinkę w ćwierćfinale w Dausze oraz w finale w Stuttgarcie, nie tracąc w tych dwóch pojedynkach żadnego seta.

Ten mecz był podobny do tych w Dausze i w Stuttgarcie. Zastanawiałam się, czy Aryna zrobi coś innego, wymyśli jakąś inną taktykę. Ciężko było to przewidzieć po kilku takich spotkaniach. Na przykład ja przeciwko Marii Sakkari zaczęłam trochę inaczej podchodzić do meczów, wyciągać wnioski, które faktycznie mogą zaważyć w trakcie pojedynku. Od początku sprawiłam, że ona (Sabalenka - przyp. red.) znajdowała się pod presją. Ona lubi dominować, a ja sprawiłam, że nie mogła - cieszyła się Polka.

Świątek w gronie legend tenisa

Świątek odniosła 27. zwycięstwo z rzędu - wcześniej wygrała cztery turnieje, w których startowała: w Dausze, Indian Wells, Miami i Stuttgarcie.

Od 2000 roku dłuższe serie miały tylko trzy tenisistki: Amerykanka Venus Williams - 35 wygranych meczów, jej siostra Serena - 34 oraz Belgijka Justine Henin - 32.

Dla Świątek nie ma znaczenia, z kim zagra w finale

Na otwarcie w Rzymie Świątek miała wolny los, w drugiej rundzie pokonała Rumunkę Elenę-Gabrielę Ruse 6:3, 6:0, w 1/8 finału Białorusinkę Wiktorię Azarenkę 6:4, 6:1, a w ćwierćfinale Kanadyjkę Biancę Andreescu 7:6 (7-2), 6:0.

W drugiej parze półfinałowej powalczą później w sobotę rozstawiona z numerem dziewiątym Tunezyjka Ons Jabeur i Rosjanka Daria Kasatkina.

Ja skupię się na sobie, będę realizowała swoje zadania. Nie ma znaczenia, z kim zagram. Nudno odpowiadam za każdym razem, ale taka jest prawda - stwierdziła Świątek.