Dziennik Gazeta Prawana logo

Prezes PZPN wiedział o machlojach "Fryzjera"

12 października 2007, 14:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dwa lata temu Michał Listkiewicz chciał zrobić interes. Obserwatorowi PZPN obiecał pracę przy ocenianiu meczów II ligi w zamian za to, że ten przyzna się do błędu w ocenie sędziego i powie, że popełnił go, ulegając wpływom "Fryzjera". Listkiewicz musiał więc wiedzieć, co robi "Fryzjer" - pisze "Fakt" w trzecim z cyklu artykułów o korupcji w futbolu.

"Listkiewicz koniecznie chciał zrobić ze mną interes. Miałem przyznać się, że na żądanie <Fryzjera> obniżyłem ocenę sędziemu, który z polecenia PZPN musiał awansować do II ligi " - wyznał "Faktowi" Mirosław Jankowski, były obserwator PZPN.

"W nagrodę byłbym obserwatorem do końca prezesury Listkiewicza. Ale nie skłamałem, więc <Listek> wyrzucił mnie z futbolu!" - mówi Jankowski. "Do sędziów i obserwatorów w ogóle się nie wtrącam, bo od tego jest Wydział Sędziowski PZPN" - przy każdej okazji podkreśla Michał Listkiewicz. Tymczasem... "Oceniałem arbitra Przemysława Przesmyckiego, syna kwalifikatora UEFA Zbigniewa Przesmyckiego" - opowiada Jankowski.

"To był kwiecień 2004 roku. Młody Przesmycki sędziował III-ligowy mecz Lechii Zielona Góra z Włókniarzem Kietrz. Wiedziałem, że to tak zwany sędzia gwiazdkowy, czyli typowany pewniak do II-ligowego awansu. A takim arbitrom, zgodnie z żądaniami ich opiekunów, trzeba było zawsze wystawiać wysoką ocenę. Co najmniej 8,5".

Zanim Jankowski pojechał do Zielonej Góry, próbowali się z nim skontaktować różni działacze. "Nie odbierałem telefonów, bo zamierzałem skupić się wyłącznie na pracy sędziego. Niestety, młody Przesmycki prowadził mecz słabo. Dałem mu ocenę 8, chociaż mogłem jeszcze niżej. Kilka tygodni później rozmowę w cztery oczy zaproponował mi sam prezes PZPN. Chciał za wszelką cenę zweryfikować wysokość oceny dla Przesmyckiego juniora, czyli ją podnieść" - opowiada Jankowski.

"Jak pan przyzna się, że oceniając Przesmyckiego, uległ czyimś wpływom, najlepiej <Fryzjera>, to natychmiast załatwię panu awans do II ligi. Będzie pan tam obserwatorem do końca mojej prezesury" - obiecywał Listkiewicz.

Ale Jankowski nie chciał pójść z prezesem PZPN na żaden - jak podkreśla - brudny układ. Zdziwił się zresztą bardzo, słysząc w ustach Listkiewicza słowo "Fryzjer". Widać, że prezes wiedział, że jeszcze dwa lata temu aresztowany szef piłkarskiej mafii Ryszard F. ustawia mecze. Wiedział i nic nie robił!

Jankowski zapłacił za nieposłuszeństwo, brak pokory. "PZPN, bez podania przyczyny, skreślił mnie z listy kwalifikatorów. Nie mam prawa oceniać sędziów nawet w B klasie. Listkiewicz musiał mi się odpowiednio zrewanżować" - mówi Jankowski.

Dziś w dzienniku.pl kolejny artykuł z "Faktu" - o tym, jak syn Michała Listkiewicza robi błyskawiczną karierę jako sędzia piłkarski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj