Szef firmy Prodrive, która przygotowywała samochody Colina McRae do rajdów, wracał z niedzielnego wyścigu Formuły 1 na torze w Spa-Francorchamps razem ze swoją żoną Karen. Podobnie jak McRae sam pilotował swój helikopter.

David Richards kiedy dowiedział się o śmierci szkockiego kierowcy zdecydował się wcześniej wrócić do Anglii. "Coś nawaliło w układzie napędowym. Zbliżaliśmy się do lotniska w Stansted, kiedy usłyszeliśmy ten huk z tyłu helikoptera. Rozmawiałem w tym momencie z wieżą kontrolną w Stansted, więc od razu nadałem S.O.S i ekipa ratunkowa pojawiła się w kilka minut" - opisuje wypadek.

"W pewnym momencie wszystko wysiadło, ale zdołałem sprowadzić na ziemię maszynę, po czym przewróciła się ona na bok" - opowiada portalowi Autosport.com. Richards porównał to z wypadkiem Colina McRae. "Czasami masz szczęście, a czasami nie. To bardzo smutne, że Colin go nie miał".