Nie ma szans, żeby Mariusz Pudzianowski nie wygrał eliminacji do mistrzostw świata w Los Angeles. Po raz pierwszy w karierze "Dominator" zabrał na zawody swojego tatę, Wojciecha. Ale ojciec nie będzie za niego dźwigał sztang. "Jest pełen energii i ciągle udziela mi rad, również sportowych" - mówi najsilniejszy człowiek na świecie.
Mariusz Pudzianowski przebywa w Ameryce od środy, ale jeszcze się nie zaaklimatyzował. "Siedzę po nocach w Internecie, spać nie mogę. Już mnie to zaczyna denerwować, bo jak wreszcie się położę, to trzeba iść na zawody" - opowiada.
Na szczęście kłopoty ze snem mu nie przeszkadzają. "Nawet zaspany dam radę, ale przed finałowymi zawodami trzeba będzie wreszcie porządnie wypocząć. Jest kilku chętnych, by mi dokopać" - mówi "Super Expressowi".
Niewykluczone, że już niedługo zawiśnie obok... Shakiry. Oczywiście na zdjęciu w hotelu, w którym mieszka. "Muszę tylko zostać mistrzem świata. Ale skoro mam wisieć tuż koło Shakiry, to trzeba wygrać te zawody śpiewająco" - śmieje się "Pudzian".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|