Dziennik Gazeta Prawana logo

Roger Federer był chory na mononukleozę

10 marca 2008, 00:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
To miał być sezon wielkich wyzwań i historycznych osiągnięć Federera. Szykował się do pobicia rekordu Pete'a Samprasa (14 tytułów wielkoszlemowych). Niektórzy wierzyli, że szósty raz z rzędu wygra Wimbledon, odniesie zwycięstwo w Paryżu, nie mówiąc o turnieju olimpijskim. Teoretycznie każde z tych osiągnięć jest możliwe, ale już dziś wiadomo, że może być bardzo trudne - pisze DZIENNIK.

Od wielu lat Federerowi nie zdarzył się tak fatalny początek sezonu. Grał niewiele, nie zdobył jeszcze żadnego tytułu, a przed tygodniem w Dubaju po raz pierwszy od 2004 roku dał się pokonać w I rundzie. Można by pomyśleć, że właśnie kończy się epoka jego dominacji. Że przyszedł czas, aby geniusz tenisa zrobił miejsce dla młodszych (w tym roku pokonali go dwaj świetnie rokujący 20-latkowie Novak Djoković i Andy Murray).

Tymczasem okazało się, że gorsza niż zazwyczaj forma Federera wynika z jego stanu zdrowa. Przygotowania do Australian Open utrudniły mu dolegliwości żołądkowe. W Melbourne odpadł w półfinale, po czym zrobił sobie kilkutygodniowe wakacje (pojechał m. in. do Arizony na finał futbolu amerykańskiego Superbowl). Złe samopoczucie nie mijało, więc tenisista postanowił zrobić szczegółowe badania - podaje "Dziennik".

"Kiedy okazało się, że to mononukleoza, zorientowałem się, jakie miałem szczęście, dochodząc do półfinału Australian Open. Gdyby wszystko było wiadomo wcześniej, lekarze zabroniliby mi grać. Powiedzieli, że byłem chory przynajmniej od grudnia" - mówił tenisista.

Mononukleoza to zakaźna infekcja o objawach podobnych do grypy, którym towarzyszy uczucie zmęczenia. Wysiłek fizyczny w tym stanie może skończyć się poważnym uszkodzeniem śledziony.

Po usłyszeniu diagnozy Federer nie trenował przez 10 dni. Lekarze pozwolili mu wrócić na kort kilka dni przed turniejem w Dubaju, ale obawy o zdrowie nie minęły. Szwajcar pamięta dobrze Mario Ancicia, tenisistę z pierwszej dziesiątki rankingu ATP, którego w zeszłym sezonie mononukleoza wyłączyła z gry na pół roku.

Szwajcar zapewnia, że pokonał chorobę. Zdecydowanie odrzuca przypuszczenie, że jego czas się kończy. "Było tylko kwestią czasu, że młodsi zaczną mnie atakować. Są świetni, ale to ja jestem wciąż na pierwszym miejscu. Kwestionowanie tego jest przedwczesne, a nawet trochę nieuprzejme wobec mnie. Cóż znaczą dwie porażki w porównaniu z tym" - skarżył się tenisista Federer.

O tym, czy szybko wróci do dawnej formy, będzie można przekonać się już dziś w nocy w nowojorskiej hali Madison Square Garden. Pokazowy pojedynek z Pete'em Samprasem na oczach 19-tysięcznej publiczności nie będzie jednak najtrudniejszą próbą. Zaraz potem przed Szwajcarem dwa turnieje Masters Series - w Indian Wells i w Miami. Tam już nie będzie weteranów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj