A skąd, bardzo spokojny człowiek. Troszeczkę niższy ode mnie. Powiedzieliśmy sobie "hello" i tyle.
Potrafi uderzyć, właściwie to solidnie przywalić. W ogóle facet lubi bijatykę, czyli typowo amerykański boks.
Nie ma mowy. Nie będzie mordobicia. Będę walczył w dystansie i spokojnie poszukam okazji, żeby go skontrować. Mamy walczyć na moich zasadach, nie jego.
Ma przestoje, czyli sam zaprasza do tego, by go zaatakować. Na dodatek nie wie, jak boksować z Europejczykiem, bo nigdy nie zmierzył się z kimś, kto walczy w typowo europejski sposób. Pewnie z nikim takim nawet nie sparował. Zobaczymy, jak na to zareaguje.
Mam mocną rękę i będę nią kłuł. Czyli zrobię dokładnie to, co zrobiłem w walce z Pinedą w Katowicach. Szybki lewy prosty, szybkie nogi, dobre poruszanie się w ringu. Z Andrzejem Gmitrukiem trenowałem to od 1999 r. i najlepiej się w tym czuję. Najważniejsze, żeby walka była ładna, żeby podobała się kibicom.
Treningi były bardzo ciężkie, a czuję się bardzo lekko. Czyli jestem w super formie. Limit w wadze junior ciężkiej to 90,700 kg. Rano ważyłem 91,200. Do walki spokojnie wszystko zrzucę.
Porażka wcale nie oznacza końca kariery. W Ameryce bokserzy przegrywają, a dostają kolejne wielkie pojedynki. Gdybym wygrał z Dawsonem, walczyłbym o mistrzostwo świata w wadze półciężkiej. I pewnie do dziś byłbym w tej wadze, czyli cały czas musiałbym się odchudzać. A z wiekiem staje się to coraz trudniejsze. Nie wiem, jak długo bym to wytrzymał.
Jesteśmy na "ty", ale zawsze zwracam się do niego z wielkim szacunkiem. Nauczył mnie bardzo dużo, to dzięki niemu stoczyłem kilka dobrych walk. Potrafi przekazać mi swoją wiedzę, a ja mu za to bardzo dziękuję.
Raczej to drugie. Andrzej nie jest człowiekiem, który wydziera się na zawodnika. I dobrze, dzięki temu się dogadujemy. Wie, że wolę ciszę i spokój.
Dokładnie. Właśnie leżę na kanapie i oglądam telewizję. Wieczorem, o 9 albo 10, zrobię króciutki trening. Też w domu, bo mam tu salkę treningową. Trochę rozciągania, trochę walki z cieniem, trochę ćwiczeń ze skakanką. Do Katowic pojadę dopiero na dzień przed walką.