Łukasz Kadziewicz: Najbardziej nasze nastawienie. W Pekinie mamy dużą szansę naprawdę coś wygrać. Ja zupełnie inaczej odbierałem Ateny, gdy w kadrze znalazłem się trochę przypadkowo, a
inaczej te igrzyska, gdy jestem częścią drużyny, która ma szanse osiągnąć dobry wynik. Jestem starszym, bardziej doświadczonym zawodnikiem i bardziej mogę pomóc zespołowi. Zespołowi,
który jest znacznie lepiej nastawiony na zrobienie dobrego wyniku.
Patrzę do przodu, a nie do tyłu. Gdybanie o tym, na kogo byśmy wtedy trafili, nie ma żadnego sensu. Gdyby Amerykanie przegrali z nami jedną piłkę w naszym pierwszym meczu w finałowym turnieju
Ligi Światowej w Rio, nie wygraliby potem całej imprezy, bo już by ich nie było na tych zawodach.
Nie było żadnego czyszczenia, bo głowy wcale nie były "brudne". Wszyscy zawsze oczekują od nas zwycięstwa, a nie zawsze da się je odnieść. Naszym celem jest po prostu gra
na wysokim poziomie. W Rio na dwa mecze nie wyszedł nam jeden, przeciwko Serbii - to jest sport, to się zdarza. Nie ma z tego powodu dramatu.
Liga Światowa to komercyjna impreza, która wcale nie przynosi aż takiego splendoru. Można było po prostu zarobić milion dolarów za zwycięstwo, potem przeliczyć po słabym kursie i podzielić
na 20 zawodników, oddając jeszcze część federacji. Nic wielkiego. Podczas igrzysk wszystko jest znacznie ważniejsze niż ten milion. Koncentrujemy na czymś, co może i powinno być wielką
sportową przygodą, a nie tylko wycieczką. I albo przegramy, a potem będziemy słyszeć, jak wszyscy nas atakują, albo wygramy i inni będą musieli pomyśleć, jak wycukrownay komentarz na nasz
temat wygłosić. Liczę na to drugie.
Nie traktuję go w ten sposób. To po prostu pierwsze spotkanie na igrzyskach, które można wygrać, przegrać, ale na pewno nie da się go zremisować. Można też wygrać, a potem nie wyjść z
grupy lub przegrać i grać dalej. Nie ma co nad tym myśleć. Przecież bez względu na wynik nie położymy się w meczach z Brazylią, Rosją i Serbią. Wyjdziemy na boisko, by z nimi wygrać.
Żeby coś osiągnąć w igrzyskach, trzeba pokonać wszystkich. Mamy tego świadomość.
Po ostatnim naszym spotkaniu w Rio. Każdy wziął płytkę z wycinkiem tego, co go najbardziej interesuje i się z nią zapoznał. Zresztą wiemy o rywalach bardzo dużo. To przecież zawodnicy
którzy grają w Polsce, będą dopiero występować w naszym kraju, albo są nam znani z ligi włoskiej. Niemcy zresztą też wiedzą o nas wszystko, na tym poziomie nie ma tajemnic.
Raczej nie. Będziemy się koncentrować na sobie. Chcemy osiągnąć dobry wynik i potrzebujemy czasu dla siebie.
Widziałem kilku swoich kolegów z drużyny. I jeszcze paru świetnych Polaków i Polki z naszej ekipy... A tak serio: mamy przyjemność przebywania w gronie najsłynniejszych sportowców na
świecie, ale to nie jest wycieczka. Można z otwartą buzią chodzić przez jeden dzień, ale potem czas skupić się na tym, co ważne dla ciebie: jedzenia, spania, czasu wolnego, koncentracji
przed treningiem i meczem.