Siatkarze, w przeciwieństwie do piłkarzy podczas mistrzostw Europy, będą faworytem spotkania otwierającego dla nich igrzyska. "Niemcy to jednak nadal drużyna, która jest w hierarchii jeden stopień niżej od nas. Nie możemy się zastanawiać, czy ich pokonamy. Takich rywali powinniśmy jednak ogrywać regularnie" – mówi Mariusz Sordyl, który do 31 lipca jest oficjalnie jednym z asystentów Raula Lozano i który był przy reprezentacji Polski przez cały okres przygotowań do turnieju eliminacyjnego i przez całą Ligę Światową. "Wierzę w nasz zespół. Naprawdę, szczerze" – powtarza raz po raz. A na pytanie, z jaką grupą ludzi pożegnał się we wtorek na lotnisku w Paryżu, skąd wrócił do Warszawy, a siatkarze polecieli do chińskiego Hangzhou, odpowiada po krótkim namyśle: "Z grupą zmęczoną podróżami, nie do końca pewną swoich umiejętności, ale jednak mającą dużo wiary".

Reklama

Sordyl i Krzysztof Stelmach wrócili do kraju, ich przygoda z kadrą dobiegła na razie końca. Reprezentacja kontynuowała swoją długą podróż przez trzy kontynenty, zakończoną dopiero wczoraj w południe czasu polskiego (godz. 18 chińskiego). Siatkarze wylecieli z Rio de Janeiro w poniedziałek, o 21 czasu polskiego (godz. 16 brazylijskiego), o 7 rano byli we Francji, skąd po 10 godzinach oczekiwania odlecieli do Pekinu. W Chinach wylądowali o godz. 10.50 czasu miejscowego, a po 5 godzinach odlecieli kilkaset kilometrów na wschód do Hongzhou, gdzie zostaną przez tydzień. Warto podkreślić, że z Europy lecieli już w klasie biznes, co przy ich wzroście ma ogromne znaczenie. Wcześniej bilety rezerwowała światowa federacja FIVB, teraz płacił PZPS.

W Hongzhou w głowach Polaków ma być już tylko mecz z Niemcami. Jeśli przegrają, będą musieli w rywalizacji z Brazylią, Rosją i Serbią wygrać najprawdopodobniej... dwa mecze więcej niż Niemcy. To może być trudne, zwłaszcza, jeśli nie starczyłoby umiejętności na pokonanie 17. drużyny światowego rankingu (Polska jest w nim 6.).

"Proszę spojrzeć na skład Niemców – pierwszą szóstkę tworzą zawodnicy nie gorsi od naszych, ani pod względem techniki, ani warunków fizycznych. Oni przez ostatnie 9 lat wykonali ogromną pracę pod okiem Steliana Moculescu, cały czas pięli się w górę. Ten trener to mój dobry kumpel, kiedyś był moim asystentem, gdy pracowałem za naszą zachodnią granicą. Wiem, że potrafi dobrze przygotować zespół, a nie mam pewności, czy naszym wystarczy czasu, by odnaleźć formę. Jestem zaniepokojony tym, co widziałem w Rio. Tym bardziej, że Niemców nie należy się obawiać, ale szanować i doceniać ich trzeba" – mówi DZIENNIKOWI Andrzej Niemczyk, były trener kobiecych reprezentacji Niemiec i Polski.

Doceniać Niemców trzeba tym bardziej, że w minionym tygodniu dwa razy wygrali sparingi z silną przecież Bułgarią, poważnym kandydatem do olimpijskiego medalu. Poza tym Moculescu to fachowiec, którego kadra wyeliminowała mistrzów Europy Hiszpanów i który doprowadził przeciętne Friedrichshafen do zwycięstwa w Lidze Mistrzów siatkarzy, sprawiając największą sensację ostatnich lat. Teraz deklaruje w niemieckiej prasie: "Cieszę się jak dziecko, że jedziemy na moje pierwsze w życiu igrzyska. To koniec pewnej wspaniałej drogi, bo po Pekinie odejdę z kadry. Chcę, by nasz sukces był jeszcze większy" – mówi Moculescu.

Kadra Niemiec na IO w Pekinie:

Rozgrywający: Simon Tischer (Iraklis Saloniki - Grecja), Frank Dehne (Verona - Włochy); atakujący: Christian Pampel (Gazprom Surgut - Rosja), Jochen Schöps (Iskra Odincowo - Rosja); środkowi: Stefan Hübner (Sisley Treviso - Włochy), Ralph Bergmann (Moerser SC), Marcus Böhme (SCC Berlin); przyjmujący: Marcus Popp (Montichiari - Włochy), Robert Kromm (Perugia - Włochy), Björn Andrae (AZS Olsztyn - Polska), Mark Siebeck (Halkbank Ankara - Tucja); libero: Thomas Kröger (VfB Friedrichshafen).