Dziennik Gazeta Prawana logo

Julia Szeremeta nie wie, jak boli nokaut. Od mężczyzn nie oczekuje taryfy ulgowej

10 września 2024, 10:21
[aktualizacja 10 września 2024, 16:49]
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Dziennik Sportowy - Julia Szeremeta
Dziennik Sportowy - Julia Szeremeta/dziennik.pl
Julia Szeremeta została niespodziewaną bohaterką igrzysk olimpijskich w Paryżu. Nikt na nią nie stawiał, a ona zdobyła srebrny medal. Po powrocie do Polski jej życie uległo diametralnej zmianie. M.in. o tym nasza pięściarka opowiada w rozmowie z Piotrem Nowakiem i Michałem Ignasiewiczem. 

Zycie Julii Szeremety po zakończeniu igrzysk olimpijskich w Paryżu uległo wielkiej zmianie. Jeszcze dwa miesiące temu nikt o niej nie słyszał, nikt jej nie znał. Nawet dla kibiców boksu była praktycznie anonimowa, ale po zdobyciu srebrnego medalu olimpijskiego jej życie wygląda zupełnie inaczej niż wcześniej.

Szeremeta z wizytą u prezydenta i premiera

Sukces osiągnięty w stolicy Francji sprawił, że dziś Szeremeta jest najbardziej rozpoznawalną polską sportsmenką. W jej blasku ogrzać chcą się nawet najważniejsze osoby w naszym państwie. 21-latka przywykła już do szumu wokół swojej osoby, ale jak sama przyznaje wizyty w Pałacu Prezydenckim i Kancelarii Premiera zrobiły na niej wrażenie. 

Moje życie zmieniło się o 180 stopni, ale już zdążyłam się oswoić z nową rzeczywistością. Nie musi mnie nikt szczypać, wiem że to wszystko dzieje się naprawdę. Obie wizyty zapamiętam na długo i były dla mnie sporym przeżyciem. U pana prezydenta Andrzeja Dudy było oficjalnie oraz dostojnie. Natomiast spotkanie z panem premierem Donaldem Tuskiem miało luźniejszy przebieg. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, pożartowaliśmy - mówi w rozmowie z Dziennik.pl wicemistrzyni olimpijska. 

Szeremeta nie poczuła mocy ciosu Lin Yu-Ting

Szeremeta w olimpijskim finale przegrała z Lin Yu-Ting. Tajwanka zdobyła złoty medal, a Polce na pocieszenie pozostało srebro. Wokół pięściarki z Azji w Paryżu było sporo kontrowersji dotyczących jej płci. 

28-latka w 2023 roku podczas mistrzostw świata w boksie została zdyskwalifikowana. Nie przeszła testów płci. Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie uznał jednak wyników badań Światowej Federacji Boksu za wiarygodne i dopuścił Lin Yu-Ting do startu na igrzyskach. 

Mimo licznych protestów MKOl nie zmienił swojej decyzji, a zawodniczka z Tajwanu doszła do finału, w którym zmierzyła się z Szeremetą. Całe to zamieszanie z płcią Lin Yu-Ting nie wpłynęło na moje podejście do walki z nią. 

Szeremeta przyznała, że nie czuła mocy ciosów rywalki, która mogłaby wynikać z podwyższonego poziomu testosteronu w organizmie Azjatki. W ringu jest adrenalina, wtedy nie czuje się ciosów. Poza tym Lin Yu-Ting boksowała na szybkość i nie starała się mnie mocno trafić. Ja też wielu z nich uniknęłam - opowiada Szeremeta.

Szeremeta czeka na werdykt MKOl, ale nadziei sobie nie robi

Jak się okazało ostatni gong w tej walce jeszcze nie oznaczał końca. Być może ostateczny werdykt poznamy już poza ringiem. Po igrzyskach MKOl poddał Lin Yu-Ting testom hormonalnym. Od ich wyniku będzie zależeć, czy Tajka zachowa złoty medal olimpijski. 

Wielkich nadziei sobie nie robię. Nie myślę o tym. Wyniki badań i ewentualną decyzję MKOl poznamy pewnie za kilka miesięcy. Teraz to już na pewno byłoby inne uczucie zostać mistrzynią olimpijską. Zdobyć złoty medal i stanąć na najwyższym podium w czasie igrzysk to jest niesamowite przeżycie. Jeśli zdarzy się tak, że werdykt zostanie zmieniony i tytuł mistrzyni olimpijskiej zostanie mi teraz przyznany to już nie będzie to samo, ale to też byłoby wspaniałe uczucie - twierdzi Szeremeta.

Julia Szeremeta i Michał ignasiewicz
Julia Szeremeta i Michał ignasiewicz/Patryk Koch

Szeremeta nie prowokuje w ringu

Nasza medalistka olimpijska na rewanż Lin Yu-Ting musi poczekać przynajmniej do marca. Wtedy odbędą się mistrzostwa świata. Jestem gotowa walczyć z nią każdej chwili. Nie ma sprawy - zapewnia Polka.

Szeremeta na razie jednak odpoczywa od boksu i od… diety. Jak przygotowuje się do zawodów to wszystko konsultuje z dietetykiem. W "wolnych chwilach" aż tak restrykcyjnie nie podchodzę do kwestii żywienia, ale staram się jeść zdrowo - zaznacza bokserka, która zdradza, że wagę zbija naturalnie. "Słynne" wanny z gorącą wodą, owijanie się w koce, kołdry i ubieranie w ortalionowe dresy to nie jest jej sposób na pozbycie się zbędnych kilogramów. To jest wyniszczające dla organizmu. W boksie "zawodowym" to przechodzi, bo "waga" jest dzień przed walką. Natomiast u nas w boksie "amatorskim" stajemy na wadze tuż przed pojedynkiem. Dlatego to nie wchodzi w grę. Trzeba to robić naturalnie - wyjaśnia srebrna medalistka z Paryża.

Szeremeta ma charakterystyczny styl boksowania. Znakiem rozpoznawczym naszej zawodniczki są nisko opuszczone ręce i "taniec" w ringu. Dużo osób myśli, że to forma prowokacji lub lekceważenia przeciwniczki Nic z tych rzeczy. Ja zawsze walczyłam w ten sposób. Taki mam styl, w nim czuje się najlepiej, jestem szybka i dynamiczna. Kiedy bije z dołu te ciosy są niewygodne i rywalki często nie wiedzą skąd grozi im niebezpieczeństwo - mówi rozmówczyni Dziennik.pl.

Szeremecie raz zrobiło się ciemno przed oczami

Boks to sport bardzo kontaktowy i nadal wielu uważa, że nie dla kobiet. Szeremeta zdradza, że jeszcze nie wie, co to nokaut. Jak do tej pory tylko raz tak mocniej oberwałam. Na mistrzostwach Europy po jednym z ciosów na chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami - wspomina medalistka olimpijska. 

Szeremeta w treningach korzysta z pomocy mężczyzn. Czasem sparuje z panami. Zdarza się, że wtedy jej przeciwnicy mają problem z zadaniem ciosu kobiecie. Co wtedy? Nie oczekuje taryfy ulgowej. Mówię do nich "no bij" - śmieje się młoda pięściarka. 

W tej chwili pewne jest, że mimo milionowych ofert nie zobaczymy Szeremety we freak-fightach. Nie zmienią tego nawet największe pieniądze. Chcę iść drogą czysto sportową. Staram się pokazać młodzieży, że w ten sposób też można wiele osiągnąć i zrealizować marzenia, a nie żyć tylko pieniędzmi - podkreśla Szeremeta i zapewnia, że do igrzysk olimpijskich w Los Angeles na pewno nie zobaczymy jej walczącej w klatce. 

Piotr Nowak i Julia Szeremeta
Piotr Nowak i Julia Szeremeta/Patryk Koch
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRobert Deziel Junior piłkarzem Legii Warszawa. Do stolicy trafił z Bayernu Monachium »
Piotr Nowak

Dziennikarz, reporter, prezenter. Absolwent Uniwersytetu im. Adama MIckiewicza w Poznaniu. Miłośnik psów. Pływak długodystansowy. W ramach pasji komentuje mecze piłkarskie.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraProf. Markowski: sztab Trzaskowskiego błądzi. Konfederacja powinna kibicować jego wygranej »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj