Ekipa z Florydy ma za sobą nie tylko mało imponujące wejście w sezon, ale i w Teksasie miała na początku problemy. Przewagę gospodarzy, która momentami sięgała 12-13 punktów, zlikwidowała dopiero w trzeciej kwarcie, wygranej 28:10.

Reklama

W ostatniej części gry prowadzili wyraźnie, ale zdarzył im się przestój - gospodarze uzyskali dziewięć kolejnych punktów i zbliżyli się na trzy (94:97). Gracze Heat uspokoili jednak sytuację, a Jimmy Butler i Max Strus celnymi wolnymi ustalili wynik.

Pięć "trójek" Strusa

Butler był najlepszy na boisku, popisując się tzw. triple-double - 27 punktów oraz po 10 asyst i zbiórek.

"Odzyskujemy pewność siebie, której brakowało nam na początku sezonu. Być może przegrany z Lakers finał jeszcze tkwił w naszych głowach. Teraz na nowo budujemy wiarę w to, co potrafimy, do czego jesteśmy zdolni i wkraczamy na właściwą drogę" - ocenił lider Heat.

Dobrą zmianę dał Strus, który popisał się m.in. pięcioma celnymi rzutami "za trzy" i uzbierał 21 punktów.

Po 17 pkt dla gospodarzy zdobyli John Wall i Eric Gordon, a DeMarcus Cousins do 16 dołożył 11 zbiórek.

Zespół z Miami z 11 zwycięstwami i 14 porażkami w dorobku zajmuje dziewiąte miejsce w Konferencji Wschodniej. "Rakiety" po czwartej porażce z rzędu mają identyczny bilans, ale na Zachodzie wyprzedzają jedynie Oklahoma City Thunder i Minnesota Timberwolves.

Reklama

Anthony bohaterem meczu

Ósmej porażki w sezonie doznali prowadzący na Wschodzie koszykarze Philadelphia 76ers, którzy ulegli Portland Trail Blazers 114:118.

Choć wśród drużyny z Portland tradycyjnie najskuteczniejszy był Damian Lillard - 30 pkt, to kluczowa dla losów meczu była postawa w ostatniej kwarcie Carmelo Anthony'ego.

Wchodzący z ławki 36-latek w ciągu 78 sekund trzykrotnie celnie rzucił "za trzy" i z czterech punktów straty zrobiła pięciopunktowa przewaga gospodarzy, której nie oddali już do końcowej syreny. W ostatniej części gry uzyskał 16 "oczek", a w całym meczu 24, co jest jego najlepszym osiągnięciem w sezonie.

"+Melo+ to +Melo+. Wiedziałem, że wciąż stać go na wielkie rzeczy. Kiedy złapie rytm, trudno jest go zatrzymać" - przyznał trener pokonanych Doc Rivers.

Poprzedniej porażki jego zespół doznał z tym samym rywalem przed tygodniem. W czwartek kameruński środkowy Joel Embiid zdobył dla "Szóstek" 35 pkt i miał dziewięć zbiórek, a australijski rozgrywający Ben Simmons do 23 punktów dodał 11 asyst.

Kolejne 10 "trójek" zaliczył Stephen Curry, w sumie zdobył 40 punktów, a Golden State Warriors wygrali z Orlando Magic 111:105.

Curry ze średnią 29,6 pkt w meczu jest drugi w klasyfikacji najlepszych strzelców; wyprzedza go tylko Bradley Beal z Washington Wizards - 32,8.