Dwa miesiące temu zadziwił pan siebie i świat, zdobywając złoty medal igrzysk olimpijskich w chodzie na 50 km. Jak zmieniło się od tego czasu pana życie?
Bardzo mocno się zmieniło. Jestem rozchwytywany. Mam zaproszenia od ponad 100 szkół. Cały czas gdzieś jeżdżę po Polsce - głównie południowej, bo czasowo nie mam możliwości wyrwać się gdzieś dalej. Natłok zdarzeń sprawia, że kalendarz mam wypełniony po brzegi.

Reklama

Co w tych szkołach słyszy pan od dzieciaków? Wiadomo, że chód sportowy był w Polsce popularny za czasów Roberta Korzeniowskiego. Teraz to zainteresowanie znów wzrosło?
Dzieci mocniej zainteresowały się chodem, bo po prostu o nim usłyszały. Bardziej mi zależy jednak na tym, aby promować ogólnie lekkoatletykę i sport. Uważam, że każdy dzieciak powinien mieć możliwość spróbowania różnych dyscyplin. Wiele dzieciaków zainteresowało się chodem aktywnie. Coraz więcej nauczycieli wychowania fizycznego wprowadza chód, jako formę lekcji w szkołach. Do tego zmierzam cały czas i to mi się bardzo podoba.

Pana przykład pokazuje młodym ludziom, że wytrwałość i upór w dążeniu do celu pozwalają na jego realizację bez względu na okoliczności. Czasami po latach, ale pozwalają.
Teraz każdy chce coś osiągnąć szybko, bardzo szybko. Życie niestety to weryfikuje. Jest troszeczkę inaczej. Pokazuję młodzieży, aby bardzo ciężko pracowała, ale przede wszystkim dobrze się bawiła. Tak, aby czuli się dobrze w tym, co robią. Prawie zawsze na sukces trzeba zapracować i niejednokrotnie poczekać dłużej.

Do pana złotego medalu ustawiają się w szkole kolejki?
Zdecydowanie tak. Ten medal jest już tak sfatygowany, że chyba muszę sobie załatwić duplikat, aby on przetrwał. Ustawiają się kolejki, ale największą radość widzę u najmłodszych dzieciaków. One naprawdę cieszą się sportem. Różnie jest z młodzieżą, która wzorce czerpie głównie z Internetu i wiele godzin spędza przed monitorami. Ja tego w żaden sposób nie neguję, ale staram się im uzmysłowić, że warto wyjść na powietrze i tam miło spędzić czas. Dzięki temu można zadbać o zdrowie i kondycję.

Wracając do samego sportu... Co będzie z panem dalej? Na jakim dystansie zobaczymy mistrza olimpijskiego na mistrzostwach świata 2022?
W Eugene wystartuję na 35 km. To będzie nasz nowy dystans. 20 km też pozostanie w programie, ale 35 km będzie kolejnym, ciekawym wyzwaniem. Niewielu zawodników miało okazję startować na takim dystansie. Będzie tam zdecydowanie szybciej niż na 50 km. Jeżeli jednak będzie zdrowie, to nie boję się tego.

To będzie taki przedłużony sprint na 20 km, czy bardziej dystans wytrzymałościowy?
Bardziej przedłużone 20 km. Tam będzie naprawdę szybko. Wielu zawodników będzie w tym upatrywało swojej szansy na sukces. Spodziewam się wyśrubowanych wyników w 2022 roku.

Pana przygotowania powinny być znacznie pewniejsze po zyskaniu sportowego partnera, którym został Totalizator Sportowy.
Pierwszy raz będę miał coś, czego mi brakowało przez całe życie. Ciężka praca, a potem sukces dały mi tę możliwość. To dla mnie ogromnie ważna sprawa. Balast spadł z moich barków.

Plan zgrupowań jest już zaplanowany?
Tak, cały cykl wyjazdów i zawodów jest rozpisany. Może nie w 100 procentach, bo trzeba to skonsultować z PZLA. Nie mogę też tylko patrzeć na siebie. Mogę mieć teoretycznie swój tok i jeździć na obozy tylko z tatą-trenerem, ale chcę dać możliwość także innym, aby z tego skorzystali. Tak, abyśmy pojeździli razem. Lubię towarzystwo, poznawanie nowych ludzi. Ci, z którymi do tej pory współpracowałem, bardzo mi pomagali. Pomagaliśmy sobie wzajemnie i chciałbym to kontynuować.

Czyli nie jest tak, że mistrz olimpijski odleciał gdzieś w chmury i zapomniał o kolegach?
Nie, nie, nie. Nie jestem takim człowiekiem. To, czy obozy będą w Polsce czy za granicą zależy od pogody, bo my uciekamy od zimna i śniegu, bo nie chcemy się nabawić kontuzji. Przez lata miałem z tym problem, gdy musiałem trenować zimą tylko w kraju.

To jest tak, że dwa miesiące po IO już jest pan w treningu?
Zaczynam powoli się ruszać. Jeszcze nie ma takiej systematyki, jakiej bym oczekiwał, ale powoli wchodzę w treningi. Bardzo już jednak mi tego reżimu treningowego brakuje.