Lisek ma za sobą jeden z najtrudniejszych sezonów w karierze. Zarówno w mistrzostwach świata w Eugene, jak i w mistrzostwach Europy w Monachium odpadł w eliminacjach. Zaliczył jedynie 5,50, co jest bardzo dalekie od jego rekordu życiowego z 2019 roku, który wynosi 6,02 i jest rekordem kraju.
- podkreślił Lisek.
Przed kolejnym sezonem wraz z trenerem Marcinem Szczepańskim nie postawili jednak na rewolucję w przygotowaniach, lecz idą sprawdzonym tokiem. Nieco więcej uwagi zwracają jednak na pojawiające się w tyczkarskim środowisku nowinki, ale baza została taka sama.
- tłumaczył.
W 2023 najlepszy polski tyczkarz ostatnich lat chce przekuć sportową złość w lepsze rezultaty.
- zaznaczył tyczkarz OSOT Szczecin.
Podkreślił, że nigdy w wywiadach nie przechwalał się swoimi osiągnięciami i nie obiecywał skoków powyżej sześciu metrów. - ocenił ze szczerością w głosie.
Według niego skok o tyczce jest obecnie konkurencją, w której nie zawsze przygotowanie motoryczne czy siłowe przekłada się na wynik. Treningi i obserwowane przez szkoleniowców parametry nie muszą więc być gorsze niż w ubiegłych sezonach, ale wyniku sportowego na tym samym poziomie może nie być. Dla wielu to zagadkowe i niezrozumiałe, ale zdaniem Liska bardzo mocno związane ze sferą psychiczną, a także dyspozycją chwili, gotowością mentalną w danym momencie.
- wskazał.
Lisek sezon zainauguruje 25 stycznia w niemieckim Cottbus. Cztery dni później wystartuje w Barcelonie, a potem czekają go dwa starty przed polską publicznością - 4 lutego w Łodzi i 8 lutego w Toruniu.
- wspomniał.
Jak przyznał, po narodzeniu dziecka w życiu sportowca wiele się zmienia.
- wskazał Lisek.
Córka Lila bardzo chętnie przychodzi na jego treningi i spaceruje z tyczką.
- dodał.
Przyznał, że córka po nim jest za to... uparta. - powiedział.
Zapytany, gdzie widzi się podczas marcowych halowych mistrzostw Europy w Stambule, przyznał, że będzie to dla niego kolejny etap walki z samym sobą.
- zadeklarował Lisek.
autor: Tomasz Więcławski