Stadion na Wzgórzu Żydowskim opuszczał w sobotni wieczór w bardzo złym nastroju. Był zawiedziony i nie mógł sobie darować, że jednym centymetrem przegrał z Białorusinem Andriejem Michniewiczem złoty medal.

Reklama

"W sporcie nie chodzi o to, by zdobywać medale, a o to, by zwyciężać. Czuję się przegrany, ale przegrany głównie ze sobą. Wiem, na co mnie było stać i czego nie zrealizowałem" - powiedział rozgoryczony Majewski.

Podopieczny Henryka Olszewskiego przyznał, że nie tak sobie wyobrażał finałowy konkurs.

"Myślałem, że rywalizacja rozegra się zupełnie inaczej, ale to, co się stało, jest wyłącznie moją winą. Czasami ma się szczęście, a czasami pecha, tak jak ja w sobotę i wtedy się przegrywa. Miałem złoto zgarnąć w pierwszej próbie i gdybym zrobił to ciut lepiej, pewnie by się tak stało. Pchałem jednak wyjątkowo źle i mamy to co mamy" - powiedział Polak.

Najbardziej bolesna jest, według Majewskiego, przegrana o jeden centymetr.

"To naprawdę nie jest nic fajnego. To jest prawie nic, właściwie inaczej wsadzony patyk przez sędziego. O centymetr można przegrać, ale gdy jest też świetna walka, bo wtedy nie miałbym żadnych do siebie pretensji. Ale jeśli ta walka rozgrywa się na takich odległościach, które powinny przychodzić mi łatwo, to mogę być niezadowolony" - dodał.

W ostatnim dniu lipca kiepsko pchali wszyscy. Zawodnik AZS AWF Warszawa najdalszą odległość osiągnął w czwartej serii - 21 m. Wcześniej w kole brązowy medalista pekińskich igrzysk Michniewicz uzyskał 21,01.

"Czasami jest tak, że nic nie idzie. Tak było w sobotę. Ale to jest sport dla wielkich ludzi. Wchodzi się do koła i pcha. A potem jest zwycięstwo, albo go nie ma. W kole jest się samemu. Ma się kulę i trzeba pchnąć ją jak najdalej. Żadna presja wtedy nie istnieje, trzeba to po prostu dobrze robić. Jeżeli robi się tak duże błędy jak ja, to się nie wygrywa" - powiedział wicemistrz świata z Berlina (2009).

Majewski ma nadzieję, że w kolejnych startach, a zwłaszcza tym najbliższym, w piątek w mityngu Diamentowej Ligi w Sztokholmie, nie popełni już takich błędów.

"W Barcelonie robiłem to nierytmiczne, miałem zbyt labilne biodra, nie wchodziłem na lewą nogę i pchałem wolno. Chciałbym w tym sezonie uzyskać w końcu jakiś przyzwoity wynik" - zaznaczył.