W ostatnich tygodniach częściej mówiło się o pana dwóch fatalnych błędach w meczu z Hibernianem i o golu puszczonym w spotkaniu z Gretną niż o zwycięstwie Celtiku nad Milanem. To chyba nie jest komfortowa sytuacja dla bramkarza?
Tak to już jest z bramkarzami, że ich dobre występy pamięta się rzadko, a błędy wypomina w nieskończoność. Tymczasem popełnia je każdy. Jestem tylko człowiekiem i pomyłka może mi się przytrafić. Nie ma jednak co histeryzować z tego powodu. Trzeba się z tym pogodzić i już.

O gole puszczone w meczu z Hibernianem nawet nie będę pytać, tego się chyba nie da wytłumaczyć. A ten ostatni, przeciwko Gretnie? Stał pan jak przymurowany do linii bramkowej, a piłka leciała i leciała...
Mecz z Hibernianem był pierwszym, który zawaliłem Celtikowi, odkąd trafiłem do Glasgow. Pierwszy raz zespół właśnie przeze mnie stracił punkty, ale nikt nie robił z tego tragedii. Do zdobycia jest jeszcze wiele punktów i na pewno te trzy nadrobimy. A spotkanie z Gretną... Miała miejsce dziwna sytuacja, bo kierunkowym w murze był Massimo Donati. Włoch nie dość, że słabo mówi po angielsku, to jeszcze nawet na mnie nie patrzył, gdy próbowałem ustawić partnerów. W efekcie nie zdążyłem ustawić ani siebie, ani muru. Strzał padł, gdy kończyłem się przesuwać w prawo, więc nie miałem jak odbić się w lewo. Bywa i tak. Fajnie, że w końcówce napastnicy strzelili dwie bramki i wygraliśmy.

Pomogło panu wsparcie Leo Beenhakkera dzień przed meczem z Milanem?
Wsparcie Beenhakkera? Nie bardzo rozumiem.

Nie czytał pan jego wypowiedzi dla "Daily Record", cytowanej przez większość portali internetowych - "Że Boruc to świetny bramkarz, że ma pan fantastyczny charakter i niesamowite możliwości". To wszystko po meczu z Hibernianem, tuż przed Ligą Mistrzów.
Pierwsze słyszę. Nie czytałem tej wypowiedzi, bo ja w ogóle rzadko przeglądam prasę i mało interesuję się innymi. Wolę się skupić na swoim życiu.

Ta wypowiedź dotyczyła jednak bezpośrednio pana.
Cóż, fajnie, że ktoś docenia moją pracę. Zwłaszcza jeśli tym kimś jest Leo Beenhakker. Wsparcie takiego trenera naprawdę wiele dla mnie znaczy.

Beenhakker powiedział jeszcze, że jest pan specjalistą od wielkich meczów, że dopiero w nich pokazuje pan pełnię swoich umiejętności.
Bo nawet z życiowego punktu widzenia dużo łatwiej jest zmotywować się na spotkania przeciwko najlepszym. To chyba normalne?

Problem w tym, że mecz z Kazachstanem nie będzie wielkim wydarzeniem, który śledzi cała Europa. Przeciwko panu nie zagrają gwiazdy Milanu, lecz anonimowi gracze ze Wschodu.
Moim zdaniem mecze z Kazachstanem, Belgią i Serbią będą miały większy ciężar gatunkowy niż wcześniejsze spotkania, bo jeśli wszystkie wygramy, na pewno awansujemy do Euro. Ta świadomość sprawia, że rośnie ranga tych meczów i czyni je absolutnie najważniejszymi. Zresztą Kazachstan piłkarsko nie jest może zbyt mocny, ale potrafi przeszkadzać przeciwnikom. Przy odrobinie szczęścia może też strzelić gola i sprawić niespodziankę.

Nie obawia się pan trochę, że ten mecz będzie podobny do większości ligowych gier Celtiku z ligi szkockiej i że jednak będą kłopoty z motywacją?
Oby to był taki mecz jak Celtiku, czyli zwycięski. Nieważne w jakim stosunku i stylu. Grunt, żebyśmy wygrali.

Cieszy się pan, że ten mecz odbędzie się na stadionie Legii?
Już kiedyś powiedziałem, że mógłbym tam grać wszystkie spotkania. Ciepło wspominam Łazienkowską, zawsze chętnie tam wracam.

Nie lepiej było jednak zagrać w Poznaniu lub na stadionie Śląskim w Chorzowie?
Na Śląskim? Nie ma nawet o czym mówić, przecież to jest stadion żużlowy, a nie piłkarski. Fakt, największy w Polsce, ale dla nas specjalnie się nie nadaje. W Poznaniu atmosfera byłaby zapewne dobra, ale na Legii też na doping nikt narzekać nie będzie. By zrozumieć, dlaczego piłkarze tak lubią Łazienkowską, trzeba po prostu tam zagrać i przekonać się samemu, co się czuje, gdy stadion jest pełen widzów. Kazachom na pewno ugną się nogi, gdy wyjdą z tunelu.

Plan na najbliższe dni zakłada zwycięstwo nad Kazachstanem, a potem oczekiwanie na wpadki rywali?
My patrzymy tylko na siebie, a nie na innych. Najpierw trzeba wygrać, a potem w środę można zerknąć na pozostałe wyniki. Ale o tym, że ostatni mecz z Serbią mógłby nie mieć znaczenia, na razie nie myślę.

Nie musi pan też myśleć o tym, kto stanie w bramce. Lubi pan takie poczucie pewności? Może lepsza byłaby rywalizacja do ostatniej chwili?
Rywalizacja jest, bo Tomek Kuszczak na pewno nie odpuszcza. A z drugiej strony dobrze czuć się numerem jeden, odpowiada mi to i na pewno nie demobilizuje.

W pewnym momencie pojawiły się informacje o małym konflikcie między panem a Kuszczakiem?
Między nami wszystko jest ok, ktoś próbował na siłę wymyślić ten konflikt. Ja się Tomkowi nie dziwię, że chce grać. Każdy chce, rola rezerwowego nikogo nie cieszy. To normalne.

Ostatnio jednak Tomasz Kuszczak powiedział, że to pan jest numerem jeden, a on to szanuje.
Naprawdę? Pierwsze słyszę. Cóż, nawet nie wiem co powiedzieć. Hmm, jestem trochę zaskoczony, że jego wypowiedź poszła w tym kierunku.

Uspokoi pan na koniec kibiców, że w pełni się na sobotę skoncentruje i nie popełni żadnego błędu?
Nikogo nie będę uspokajał. Najważniejsze, że ja jestem spokojny.