Boi się pan o swoje bezpieczeństwo podczas meczu w Belfaście?
Bać się nie boję, ale uważam, że mamy prawo być zaniepokojeni. Mam nadzieję, że nic złego się nie wydarzy, a w razie czego ochrona będzie na posterunku. W takich sytuacjach zawsze trzeba być ostrożnym. W Brazylii mówimy: wystarczy być żywym, żeby umrzeć.

Reklama

Rywali też powinniśmy się bać?
Wiemy, czego możemy się po nich spodziewać - graliśmy mecz towarzyski z Irlandią i wydaje mi się, że można porównać ten rodzaj futbolu. Irlandczycy są bardzo silni i wysocy – pod tym względem wypadamy na ich tle słabiej. Musimy grać płaskie piłki po ziemi i od razu narzucić swój styl gry. Po trzech latach gry w polskiej lidze wiem, jak uciekać przed faulami. Umiem zadbać i o swoje nogi, i o piłkę.

Z presją też pan sobie poradzi?
Presja jest czymś, na co powinniśmy być przygotowani. Wiele się od nas wymaga, i słusznie, bo zostaliśmy powołani jako najlepsi piłkarze w kraju. To zobowiązuje.

Śledzi pan wojnę Leo Beenhakkera z PZPN?
Oczywiście. Uważam, że trener powinien nadal pracować z reprezentacją. Beenhakker to człowiek z imponującym piłkarskim CV, dzięki niemu Polska po raz pierwszy w historii zagrała na Euro, a teraz mamy duże szanse zakwalifikować się do mistrzostw świata. Reprezentacje, które często wymieniają selekcjonerów, dobrze na tym nie wychodzą. Beenhakker jak każdy trener musi liczyć się z dużą presją, ale powinien umieć z nią żyć i po prostu robić swoje.

Punktem zapalnym jest praca Beenhakkera w Feyenoordzie.
Każdy sam najlepiej wie, co jest dla niego najlepsze. Skoro Beenhakker uważa, że jest w stanie pogodzić pracę w reprezentacji z pracą w klubie, to jak najbardziej powinien próbować to robić, tym bardziej że zawsze podkreśla, co jest dla niego priorytetem - kadra. W Brazylii taka praktyka łączenia stanowisk jest czymś normalnym i jak widać, brazylijski futbol jest jednym z najlepszych na świecie. Nie widzę w tym żadnego problemu.

Problem jednak jest. Porażka z Irlandią Północną może być pretekstem do zwolnienia Leo.
Nawet przez głowę mi nie przechodzi myśl, że moglibyśmy w Belfaście przegrać. Jedziemy tam po trzy punkty i jeśli to będzie ode mnie zależało, to panowie z PZPN nie będą mieli pretekstu do zwolnienia trenera.

Jeśli jednak się tak stanie, to kto za Leo?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo mam nadzieję, że Beenhakker będzie selekcjonerem jak najdłużej.

Dlatego że to on wymyślił Polaka Rogera?
Jestem i zawsze będę wdzięczny Leo, ale będę do dyspozycji każdego selekcjonera, który będzie chciał na mnie postawić.

W Belfaście zagracie bez Pawła Brożka.
To na pewno bardzo duże osłabienie, ale spokojnie – są zawodnicy, którzy mogą go zastąpić. Lewandowski, Saganowski, Sosin mają potencjał i liczę na to, że będą skuteczni.

A pan nie za rzadko próbuje strzelać?
Zawsze podkreślam, że moim głównym zadaniem jest stwarzać dobre okazje do strzelenia gola dla kolegów. Nie jestem i już nie będę boiskowym egoistą jak napastnicy. Zawsze szukam lepiej ustawionego kolegi, a moim atutem są dokładne dogrania. Zgadzam się jednak, że mógłbym zdobywać więcej bramek.

Po ostatnich meczach Legii widać, że nie jest pan w najlepszej formie.
W każdym meczu staram się kreować akcje i przede wszystkim grać do przodu. Jasne, wiąże się to z większym ryzykiem popełnienia błędu, ale nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Gdybym chciał mieć święty spokój i nie narażać się na krytykę, grałbym bezpieczniej i nie podejmował ryzyka, ale to właśnie takimi odważnymi zagraniami można zaskoczyć przeciwnika. Nie wszystkie podania koledzy z zespołu wykorzystują, ja też czasem coś zepsuję, ale na pewno nie zmienię swojego stylu gry tylko dlatego, że ktoś wypomina mi błędy. Staram się być na boisku tym piłkarzem, który robi różnicę, a nie jednym z wielu. Chcę się wyróżniać.

Nie ma pan problemów z motywacją? Gra pan w Legii już trzy lata.
Motywują mnie osoby, które na mnie liczą: mama, tata, który patrzy na mnie z nieba. Kontrakt z Legią mam do końca roku i zamierzam pomóc drużynie w zdobyciu mistrzostwa, by mogła potem zakwalifikować się do Ligi Mistrzów lub Pucharu UEFA.

A potem odejść na Zachód?
Jeśli Legia nie zaproponuje mi nowej, satysfakcjonującej umowy - tak.

Obecna jest niesatysfakcjonująca?
W porównaniu z innymi polskimi klubami Legia płaci dobrze, ale już patrząc na inne średniej klasy kluby z Europy, to wcale nie są ogromne pieniądze. O nowym kontrakcie rozmawialiśmy do tej pory tylko raz. Poprosiłem o podwyżkę, ale nie jest to absurdalna kwota. Na sto procent mieści się ona w ramach możliwości finansowych klubu. Powiem tak - jeśli Legia chce mnie zatrzymać, to jest w stanie mi tyle zapłacić.

Chce pan dwa razy więcej?
Nie robiłem dokładnych rachunków, ale nawet jakby, to byłyby to pieniądze, jakich oczekuję. Legia oferowała je już innym piłkarzom. Podkreślam, że dotychczasowe dwie poprzednie umowy podpisałem na warunkach klubu. Uważam, że po trzech latach zasługuję na to, by być docenionym. Moja wartość na pewno wzrosła.

Prezes Legii Leszek Miklas mówi jednak, że po Euro żaden klub pana nie chciał. Może dlatego uważa, że nie warto przepłacać?
Ja to szanuję, ale jeśli nie dostanę podwyżki, to kontrakt się zakończy i wtedy zobaczymy, kto jaką umowę mi zaproponuje. Na razie obie strony przedstawiły swoje warunki, ale podczas negocjacji nie znaleźliśmy punktu wspólnego.

Różnica między pana oczekiwaniami a warunkami przedstawionymi przez Legię jest duża?
Nie chcę tego roztrząsać na łamach prasy, bo to sprawa pomiędzy mną a klubem. Każda ze stron musi pójść na kompromis - ja tak zrobię, ale czekam też na ruch działaczy. Cała Polska nie musi znać wartości mojego kontraktu. Niebezpiecznie jest rzucać kwotami, bo pod moimi drzwiami mogą pojawić się bandyci (śmiech).