Ludovic Obraniak: Jedyny brakujący dokument, czyli moje dossier, już został wysłany z konsulatu w Lille do Polski. Sprawą od strony biurokratycznej zajmuje się w moim imieniu Tadeusz Fogiel. Z
tego, co mówi, wynika, że teczka ze wszystkimi potrzebnymi papierami powinna dotrzeć bezpośrednio na biurko polskiego prezydenta. Zdaję jednak sobie sprawę, że uzyskanie obywatelstwa wymaga
czasu. Jeśli wszystko pójdzie gładko, i tak mogę czekać nawet półtora roku.
Jasne. Jeżeli dzięki mediom zainteresuje się moim przypadkiem, będzie znacznie szybciej.
Pewnie tak, ale nie mam z nimi żadnego kontaktu. Ubiegam się o polskie obywatelstwo, bo czuję to we krwi. Dla mnie to coś naturalnego. Piłka nożna jest tu tylko bonusem, nie priorytetem. Chcę
być Polakiem, bo moi pradziadkowie byli Polakami, jestem związany z tą kulturą.
Choćby moje nazwisko – tak na początek. Poza tym ogromna chęć pokazania się, przeciwstawiania się, typowa dla ludzi z tego regionu Europy. To ludzie, którzy tak jak ja wyznają
katolickie wartości. Uważam się za chłopaka ze Wschodu, utożsamiam się z historią i bogactwem kulturalnym Polski. Polacy doznali tylu cierpień, a wciąż mieli odwagę i siłę, żeby się
podnosić. Całkowicie odnajduję się w tym klimacie.
Są pewne zagadnienia z kultury i historii Polski, o których nie mam bladego pojęcia, więc przynajmniej na razie rację mają krytykanci. Bardzo chcę jednak nadrobić stracony czas. Staram się o
polski paszport nie po to, żeby dostać powołanie do reprezentacji, ale żeby zaspokoić potrzebę związaną z poczuciem tożsamości narodowej. Zapewniam was, że hymnu się nauczę, jak tylko
otrzymam obywatelstwo. Polski konsulat w Lille ma mi wskazać szkołę, w której mógłbym zacząć lekcje języka polskiego. Do czerwca planuję uczyć się trzy godziny tygodniowo. Nic i nikt mi w
tym nie przeszkodzi.
Staram się jak tylko mogę. Oglądam mecze biało-czerwonych mniej więcej od 2002 roku. Polacy grają niezłą piłkę, jest sporo interesujących zawodników – zacząwszy od Jelenia i
Dudki, a skończywszy na Smolarku i Saganowskim. Poza tym ta reprezentacja regularnie awansuje do najważniejszych turniejów. Musi tylko bardziej wierzyć we własne umiejętności, żeby nie
kończyć ich już w fazie grupowej.
Może świeżość mojego stylu gry – szybkiego, bazującego na kolektywie. Wszystko jest przede mną, bo na pewno mam na tyle wysokie umiejętności, żeby grać na międzynarodowym
poziomie.
Starania o polski paszport nie mają nic wspólnego z piłką. Jeśli już formalnie będę Polakiem i FIFA da zielone światło, to wtedy rozważę i zadecyduję, czy przyjąć powołanie do
reprezentacji. W międzyczasie jestem gotowy na każdą ewentualność. Przed nikim nie zamykam drzwi. Jeśli zadzwoni Domenech, to poważnie się zastanowię. Wszystko zależy od szybkości polskiej
biurokracji.
Odpowiem tak: we francuskiej kadrze mógłbym zadebiutować nawet jutro. W polskiej jeszcze długo nie.
Nie, ale w meczu przeciwko Auxerre planuję przedstawić się Jeleniowi, którego uważam za bardzo dobrego napastnika, i Dudce, którego kojarzę trochę mniej.
Powiedzmy, że Lechowi Poznań. Za to, że leży w pobliżu miejsca urodzenia mojego dziadka i za to, że jest liderem ligi.
Z Lille wiąże mnie jeszcze dwuletni kontrakt i dobrze się tu czuję. Awans do Ligi Mistrzów tylko zmotywowałby mnie do pozostania i wypełnienia umowy. Ale jestem otwarty na każdą propozycję.
Wiem, że co tydzień przyjeżdża mnóstwo skautów i menedżerów, żeby zobaczyć mnie w akcji. Jest kilka klubów w Europie, które są na mnie napalone – od Romy po Sevillę. Dla mnie
idealnym rozwiązaniem byłby Arsenal Londyn. Na razie jednak twardo stąpam po ziemi. Zresztą o szczegóły transferowe musicie pytać mojego menedżera Jeana-Christophe’a Thouvenela.