Radomir Antić: Miałem wiele ofert, ale musiałem sobie zrobić dłuższą przerwę. Nie odciąłem się jednak od piłki. W Madrycie pracowałem jako komentator i ekspert. Piłka to całe moje
życie. Jestem od niej całkowicie uzależniony. Dlatego kiedy pojawiła się propozycja poprowadzenia reprezentacji Serbii przyjąłem ją bez wahania.
Praca z serbską kadrą nie należy do najprostszych. Mamy bardzo dobrych piłkarzy, od których czasem wymaga się za dużo. Dodatkowe ciśnienie wywiera serbska federacja. Nie poradził sobie tu
stary wyga Javier Clemente, nie poszło także młodemu Dukiciowi. Sam jestem ciekawy jak ja sobie poradzę.
(Śmiech) Ależ ja nie czuję się staro! Może nie wyglądam na młodzieniaszka, ale zapewniam was, że wciąż mam sporo wigoru. Przez ten czteroletni urlop nabrałem świeżości. Słyszałem, że
Beenhakker też przeżywa u was drugą młodość.
Nie ma do czego wracać. Prowadził jakąś nieczystą grę za moimi plecami, ale już dawno przestałem się tym zadręczać.
Nie ma problemu. Czekam na zaproszenie. Może Beenhakker opowie mi o swoich ostatnich problemach z waszym nowym prezesem. Czytałem, że miał wątpliwości co do dalszej pracy w Polsce.
Każde spotkanie jest ważne. I mecz o punkty, i sparing z polskimi ligowcami. W tym celu powołałem kilku piłkarzy zza granicy. Co do reszty, ma pan rację - to utalentowana serbska młodzież,
ale już pukająca do drzwi europejskiej piłki.
Nie lubię porównań. Nie wybierałem waszej drużyny pod kątem Rumunów. Polskę widziałem w akcji podczas Euro 2008 i jesiennych spotkań eliminacyjnych. Co prawda do Turcji nie przyjechali
podstawowi reprezentanci, ale jestem pewien, że Beenhakker zadbał o to, żeby ten jego holenderski styl poznali wszyscy nowi kadrowicze. Spodziewam się ciekawego widowiska.
Savo pożegnał się w wielkim stylu. Fakt, może w tej chwili nie dysponujemy napastnikami klasy Savo czy Kovacevicia, ale akurat w Serbii talenty rodzą się na pniu. Wcześniej czy później
pojawią się w kadrze.